Linki

 

An-arche.pl

MA

 



Wywiad z Moncourt i Smith PDF Drukuj Email
Wpisany przez red   
Wtorek, 05 Styczeń 2010 17:55

 

Walka zbrojna, RAF i "Pociski w imię Ludu":

 

Wywiad z Andre Moncourt i J. Smith

 

The Red Army Faction, A Documentary History Volume 1: Projectiles for the People

(Frakcja Czerwonej Armii, Historia Dokumentalna, Część 1: Pociski w imię Ludu dostępna poprzez leftwingbooks.NET)

 

Gabriel Kuhn rozmawia z André Moncourt i J. Smith, redaktorami "Pocisków w imię Ludu" na temat ich książki, RAF-u i walki zbrojnej. Pełen wywiad zamieszczony jest tutaj; nieznacznie skrócona niemiecka wersja tego wywiadu ukaże się w niemieckim dzienniku Arranca!, Nr.41 w Grudniu 2009. Szwedzka wersja jest dostępna na stronie internetowej lewicowego Motkraft.

 

1) Ilość pracy włożonej w realizację tego projektu musiała być ogromna. Co skłoniło Cię, by to zrobić?

 

André: Właściwie kilka rzeczy. W moim przypadku niemałą rolę odegrał fakt, że mieszkałem w Niemczech w różnych okresach czasu na przestrzeni lat 80-ych. W rezultacie zawiązanych wtedy przyjaźni i związków opartych na wspólnych działaniach z ludźmi ze środowisk antyimperialistycznych oraz autonomicznych, uzyskałem dostęp do dokumentów oraz poznałem różnorodne punkty widzenia. Północnoamerykańska lewica zawsze żywo interesowała się polityką niemieckiej skrajnej lewicy, co miało swoje odzwierciedlenie w ilości miejsca poświęcanego RAF, Komórkom Rewolucyjnym i Rote Zora, na łamach dwóch magazynów poświęconych polityce miejskiej partyzantki. Były to publikowane w Kanadzie od wczesnych lat 80-ych do połowy lat 90-ych, "Opór" (Resist) i "Uzbroić Ducha"(Arm the Spirit)

 Uzbrojony w moją całkowicie podstawową znajomość niemieckiego i ogromniasty słownik, stałem się jednym z tłumaczy związanych z tymi oboma projektami, wytwarzając pewną ilość niskiej jakości tłumaczeń tekstów RAF, z których część, z korzyścią lub nie, zawędrowała na świetną stronę internetową, utrzymywaną przez Ronalda Augustina. Kiedy powstał pomysł zgromadzenia tych tekstów w postaci książki, stało się jasne, że tłumaczenia powinno poddać się poważnemu przeglądowi i poprawkom, a ponieważ to właśnie Ja byłem odpowiedzialny za dotychczasowe problemy z nimi, logiczne było, że zadania ich naprawy spadło na mnie. Wiele jest rzeczy w RAF, które czynią ją wyjątkową i wiele takich, które czynią ją wzorcową dla zachodniej partyzantki w Pierwszym Świecie podczas Zimnej Wojny, a oba te aspekty stanowią lekcje, których najlepiej uczy bezpośrednie zetknięcie się z bezprecedensowo przedstawioną twórczością RAF

 

J. Smith: Początkowo spodziewałem się, że mój wkład w ten projekt, będzie całkiem niewielki: przeglądając niektóre tłumaczenia oraz pisząc krótkie wstępy aby nakreślić ich kontekst – miałem nadzieje, że być może uda się odnaleźć historię ruchu w Niemczech i streścić podstawowe fakty. Ponieważ jednak, jak wkrótce odkryłem, nie istniała żadna tego typu historia ruchu (przynajmniej nie po angielsku), więc w celu właściwego wyjaśnienia RAF, musieliśmy sami przeprowadzić badania.

 

W gruncie rzeczy nie mieliśmy żadnego wyboru, ponieważ historia RAF jest tak głęboko wpleciona w historię zachodnioniemieckiej lewicy rewolucyjnej, a odniesienie jej własnej spuścizny intelektualnej do polityki tamtych czasów i miejsca, jak również do trwającego wówczas komunistycznego projektu, jest tak niewyraźne, że przywrócenie grupie oraz jej ideom, należnego im szacunku, wymagało wyjaśnienia tego, co działo się w tamtym okresie.

 

Patrząc wstecz, podejrzewam, że wiele zarzutów kierowanych wobec RAF – mówiących, że partyzanci byli "szaleni", "sztywni" czy "autorytarni" albo, że ich teksty po prostu " nie miały sensu" - może wynikać z nieznajomości ich politycznego i intelektualnego kontekstu. Projekt RAF bazował na pozycjach, których dostarczyła Nowa Lewica, nie tylko w Niemczech Zachodnich, ale również w skali międzynarodowej. Ich strategię określało również istnienie lewicy rewolucyjnej oraz międzynarodowych okoliczności, które obecnie już nie istnieją w takiej formie jak wtedy. Jeśli ktoś nie zdoła tego pojąć, to wówczas ich działania oraz idee z pewnością muszą wydawać się niezrozumiałe.

 

 

2) André, wspomniałeś, że północnoamerykańska lewica zwracała zawsze szczególną uwagę na politykę niemieckiej skrajnej lewicy. Czy możesz wyjaśnić, jakie były tego powody?

 

 

André: Wydaje mi się, że niektóre z tych powodów są ideologiczne, a niektóre są natury praktycznej. Patrząc najogólniej, odnośnie okresu, o którym mówimy, w Pierwszym Świecie można rozróżnić cztery tendencje walki zbrojnej: walki narodowo-wyzwoleńcze, takie jak IRA czy ETA; walki przeciwko faszyzmowi oraz skrajnie autorytarnym reżimom, takie jakie prowadziła PCE(r)/GRAPO albo FP25; walki bazujące na klasie pracującej, takie jak Czerwone Brygady; oraz antyimperialistyczne i społeczno-rewolucyjne akcje zbrojne wewnątrz metropolii, takie jak te przeprowadzane kolejno przez RAF i Komórki Rewolucyjne w Niemczech.

 

W Kanadzie, poza  Québekiem ( niestety, nie mamy dość miejsca by dyskutować o stosunkowo złożonym zjawisku polityki narodowo-wyzwoleńczej w Québeku, której zbrojnym przejawem w latach 60-ych, był Front Wyzwolenia Quebeku), pierwsze trzy formy walki miały ograniczony oddźwięk. Tendencja narodowo-wyzwoleńcza poza Quebekiem, nie miała swojego odniesienia i często była postrzegana negatywnie, nawet na lewicy. Liberalny rząd Elliota Pierre Trudeau, który rządził krajem od 1968 do 1984 r. z wyjątkiem jednego krótkiego okresu 10 miesięcy, był faktycznie, jak na burżuazyjne warunki, niezmiernie liberalny, szczególnie w odniesieniu do praw jednostki. W tych latach w Kanadzie panowało duże uzwiązkowienie i bojowa klasa robotnicza, a lewicowa aktywność polityczna ograniczała się do tego, co Niemcy nazywają "K-gruppe" (grupy komunistyczne), związki zaś popierały Nową Partię Demokratyczną, kanadyjską socjaldemokrację.

 

Kanadyjska skrajna lewica tamtego okresu, podobnie jak zachodnioniemiecka, była zakorzeniona w kontrkulturowej Nowej Lewicy. Aktywność, podjęta przez zachodnioniemieckie grupy partyzanckie, jako taka, przyciągnęła uwagę kanadyjskich aktywistów, w większym stopniu niż, na przykład aktywność Czerwonych Brygad. I chociaż książka, o której tutaj rozmawiamy dotyczy RAF, to jednak nie RAF zwróciła najbardziej ich uwagę - źle doinformowani kanadyjscy działacze często określali RAF jako stalinistów ze spluwami.

Uwagę aktywistów w Kanadzie najbardziej przyciągały Rewolucyjne Komórki i Rota Zora. Zdecentralizowana struktura, charakter częstych akcji przeprowadzanych na małą skalę i ludowa retoryka znalazły oddźwięk u wielu młodych, kanadyjskich aktywistów, którzy sytuowali siebie gdzieś pomiędzy kontrkulturowym anarchizmem a nieleninowskim marksizmem, jak na przykład ja w tamtym okresie. My wszyscy uważaliśmy się za część szerokiego ruchu "antyautorytarnego". Rote Zora dodała do tego domieszkę bojowego feminizmu, co pozwoliło nie tylko rozszerzyć naturę ówczesnej debaty, ale również przerzucić most nad pęknięciami, których istnienie w przeciwnym razie, jak sądzę, stanowiłoby duże trudności.

 

Element ten został praktycznie wzmocniony przez fakt, że kilku młodych, kanadyjskich aktywistów, żyło w Niemczech w okresie czasu, rozciągającym się od późnych lat 70-ych na lata 80-e, rozwijając osobiste, jak i polityczne, związki ze swoimi niemieckimi kolegami w ruchu antyimperialistycznym i autonomicznym, ułatwiając tym samym przepływ informacji.

 

 

3) W ubiegłym roku, w Niemczech miały miejsce liczne wydarzenia upamiętniające rocznicę "Niemieckiej Jesieni 1977". Większość z nich była politycznie wątpliwej natury. Czy to zwykły przypadek, że wasza książka ukazuje się akurat teraz, czy też może 30 rocznica tamtych wydarzeń ma z tym jakiś związek?

 

André: Po raz pierwszy, o zrobieniu tej książki zaczęliśmy mówić w 2004 r. i myśleliśmy wówczas tylko o jednym tomie. Na pewno nie wiedziałem, że rozrośnie się to do rozmiarów czteroletniego projektu. Nie jestem pewny, czy zdecydowałbym się na to, gdybym wiedział w co się pakuje. Po pierwsze, w wyniku styczności z doskonałą książką wydawnictwa ID-Verlag "Frakcja Czerwonej Armii: Teksty i Materiały z Historii RAF" (tytuł oryginalny: Rote Armee Fraktion:Texte und Materialien zur Geschichte der RAF, książka dostępna pod adresem: www.nadir.org/nadir/archiv/...RAF/RAF/raf-texte+materialien.PDF) oraz dzięki stronie internetowej Instytucji Historii Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracy (International Association of Labour History Institutions') poświęconej RAF (http://labourhistory.net/raf/), przy której pracuje były członek RAF, Ronald Austin, wkrótce jasne stało się, że istnieje o wiele więcej dokumentów, które zostały już przetłumaczone. Krótkie wprowadzenia, które przygotowałem, jako dodatek do różnych części książki, także okazały się niepełne, więc J. zabrał się za badanie i rozwijanie tych części. Końcowym rezultatem tych prac była historia RAF, która jako krótka książka, mogła zaistnieć na swoich własnych prawach. To właśnie ta praca przeobraziła książkę ze zbioru interesujących dokumentów w fascynującą historię, pozwalającą czytelnikowi, każdy z tych dokumentów, dostrzec w jego historycznym kontekście, coś, co jest oczywiście absolutnie zasadnicze dla rzeczywistego ich zrozumienia. Jeżeli cokolwiek, na przykład 30 rocznica "Niemieckiej Jesieni" była dla nas użyteczna, to z powodu informacji, do których mogliśmy dotrzeć, dzięki artykułom publikowanym w tamtym momencie w różnych gazetach i magazynach, zwłaszcza zaś wywiadom z byłymi członkami RAF.

 

 

4) Sądzę, że istnieje zasadniczy sceptycyzm pośród niemieckojęzycznych radykałów, gdy przychodzi do analizy "ich historii". Jednocześnie, zewnętrzny punkt widzenia może być bardzo pouczający. Czego, twoim zdaniem, można się nauczyć, z doświadczenia RAF?

 

André: Jak w przypadku każdej tego typu organizacji, można wyciągnąć z tego zarówno pozytywną jak i negatywną lekcje. Dwa lata pomiędzy powstaniem RAF a jej Ofensywą Majową spędzono na budowaniu infrastruktury i wyjaśnianiu ideologicznej podstawy grupy, co pozwoliło na przetrwanie zdziesiątkowania organizacji, wskutek następujących po ofensywie, aresztowań jądra jej przywództwa.

Ta staranna praca dała podwaliny, które pozwoliły organizacji na jej rekonstrukcję od podstaw, przynajmniej 4 razy w ciągu jej 30-letniej historii. Więźniowie RAF pokazali ludziom jak, nawet w izolacji, oświadczenia sądowe i strajki głodowe, mogą być użyteczne, służąc za mechanizmy przetrwania oraz narzędzia organizacyjne. I oczywiście, RAF udowodniła, że mała grupa zorganizowanych i zaangażowanych osób, może zadać realne uderzenie, aparatowi państwa i jego personelowi.

 

Jeśli chodzi o ujemną stronę, decyzja RAF, by zejść całkowicie do podziemia, przeciwna na przykład do modus operandi (zasady działania), krajowego skrzydła Komórek Rewolucyjnych, skazała organizację na izolację i uniemożliwiła jej codzienny rozwój wewnątrz społeczeństwa oraz bojowej lewicy, prowadząc do oczywistej utraty łączności, która mogła prowadzić organizację na manowce - zabójstwo szeregowego Pimentala, przeanalizowane w drugim tomie książki, jest prawdopodobnie najlepszym tego przykładem. Decyzja RAF, w okresie od aresztowań w 1972 r. do "Niemieckiej Jesieni", by orientować swoją retorykę wokół mniej lub bardziej tradycyjnej linii antyimperialistycznej, podczas gdy wszystkie jej akcje skierowane były na uzyskanie uwolnienia więźniów, wydaje się zrozumiała, lecz prawdopodobnie była błędem.

 

 

J Smith: Lata 70-e, na imperialistycznym zachodzie, przyniosły powstanie różnych organizacji zbrojnych na lewicy. W Stanach Zjednoczonych, mnóstwo mężczyzn i kobiet znajduje się nadal za kratami ze względu na swój udział w tym eksperymencie. Jednak logika stojąca za działaniami różnymi grupami partyzanckimi, nie wspominając o ich ostatecznych trajektoriach, różniły się nie tylko wewnątrz każdego kraju, ale z pewnością także między poszczególnymi krajami. Nauka, tego jak sprawy rozegrały się w różnych społeczeństwach, gdzie towarzysze stanęli wobec różnych wyzwań i wybrali różne ścieżki, pomaga odkryć, co było wyjątkowe, a co prawdopodobnie nieuniknione.

 

Co wyraźnie prowadzi nas do stwierdzenia, że historia RAF, choć z pewnością wyjątkowa, może być także pomocna w myśleniu o historii walki rewolucyjnej w innych krajach. Nie tylko jeśli chodzi o sprawy oczywiste - jak podobieństwa między wojną psychologiczną z która spotkał się ruch w RFN, a brudnymi sztuczkami COINTELPRO w Stanach Zjednoczonych, albo tortury izolacji rozwijane po obu stronach Atlantyku - ale również w określeniu kwestii z którymi musiano się wtedy zmierzyć: jak mała grupa może wkroczyć w toczące się walki, jak można ją powiązać z lewicą działającą na powierzchni, wreszcie jak stawić czoła wyzwaniom działania w społeczeństwie, gdzie wielu proletariuszy stało się arystokracją robotniczą, przyjmując ideologię średniej burżuazji (klasy średniej - przy. tłum.)... te realia nigdy nie określone w żadnym imperialistycznym społeczeństwie. Tak więc, z pewnością możemy się wiele nauczyć, patrząc jak nasi towarzysze uporali się z tymi pytaniami w różnych krajach.

 

 

5) Czy możliwe jest, wskazanie podobieństw z oporem zbrojnym w Ameryce Północnej w latach 70-ych i 80-ych?

 

André: Pomiędzy zbrojnym oporem białej lewicy w USA i tym w Niemczech Zachodnich, z pewnością. W obu przypadkach organizacje zbrojne opierały się na rewolcie młodzieżowej, w szczególności na ruchu studenckim. W oby tych przypadkach, ruch został popchnięty dalej, przez mordercze ataki ze strony militarnego aparatu państwowego, zabójstwo Ohnesorga w Niemczech Zachodnich i strzały do studentów w Kent State oraz Jackson State w USA. I oczywiście, w obu przypadkach, na początku podstawowym jednoczącym czynnikiem był opór wobec amerykańskiej agresji w Wietnamie. Podobnie, w latach 80-ych miał miejsce renesans bojowego oporu zbrojnego w obu tych krajach, w odniesieniu do szerzej rozwijającego się antyimperializmu na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Centralnej i Południowej oraz Afryce Południowej.

 

J.Smith: Ruch rewolucyjny w Ameryce Północnej naznaczony był narodowymi podziałami, pomiędzy narodami uciskanymi i uciskającymi, które istnieją w tych samych krajach, i to oczywiście nie dotyczyło Niemiec Zachodnich. Gdy RAF zorientowana była na tradycyjne antyimperialistyczne walki, w rzeczywistości jej związki z konkretnymi walkami w Trzecim Świecie, ograniczały się do szkoleń, które grupa przeszła w różnych palestyńskich obozach w 1970 r. Ich sprzeciw obejmował imperializm jako system, a ich baza wyraźnie ograniczała się do ich własnego społeczeństwa. Wydaje się, że kwestie, jak utrzymać związek z organizacjami działającymi pośród uciskanych narodów, oraz czego potrzeba, aby pozostać zrozumiałymi dla mas ludzi cierpiących pod jarzmem imperializmu - pytania, które poważnie trapiły wiele białych organizacji zbrojnych w Ameryce Płn. w latach 70-ych - zostały rozwiązane w Niemczech Zachodnich na dosyć abstrakcyjnym poziomie. Nie będzie żadnym odkryciem, stwierdzenie, że w obrębie niemieckich granic, nie było podstaw dla ruchów narodowo-wyzwoleńczych, tzn. nie istniały żadne wewnętrzne kolonie, ani wewnętrzne nacje cierpiące ucisk.

 

Z tego powodu, kiedy porównujemy RAF, z grupami północnoamerykańskimi, na przykład Weather Underground, zaskakiwać może uderzająca różnica skali oraz intensywności (działań - przyp.tłum.), nasuwająca (zależnie od czyichś sympatii politycznych) ocenę, czy to RAF jako fanatycznych zabójców, czy też Weather Underground, jako zbieraninę dyletanckich hipisów. Jednak żadna z tych ocen nie jest uczciwa. Młodzi ludzie, którzy najpierw utworzyli RAF, dorastali w postfaszystowskim społeczeństwie, nauczyciele i gliniarze, a nawet ich właśni rodzice często splamieni byli osobistym współudziałem w Holocauście, i z tego powodu wśród nich (twórców RAF-przyp. tłum.), pełniejsze było zrozumienie potencjalnej stawki tej walki, niż można by tego oczekiwać pośród pochodzących głównie z klasy średniej, białych Amerykanów.

 

Prowadzi to, więc do dziwnej sytuacji, polegającej na tym, że w określeniu swojej powagi i środków, jakie byli gotowi stosować, zachodnioniemieccy towarzysze wydają się mieć dużo więcej wspólnego z grupą taką jak Czarna Armia Wyzwoleńcza (Black Liberation Army) - czyli grupą mającą oparcie wśród narodowości uciskanych - niż z grupą w rodzaju Weather, pomimo faktu, że Weather Underground (tak samo jak RAF) stanęli wobec wyzwania stworzenia sobie bazy wśród narodu, będącego opresorem..

 

 

6) W niemieckojęzycznym środowisku, nie każdy jest obeznany z Weather Underground oraz ich taktyką. Czy mógłbyś przedstawić nam krótki rzut oka na te grupę i wyjaśnić czemu - w porównaniu do RAF - mogłaby ona być odbierana jako "dupowata banda hipisowskich dyletantów".

 

J. Smith:  Meteorolodzy (Weather Underground) byli odłamem, który w 1969 r. przejął kontrolę nad szeroką bazą głównej amerykańskiej organizacji antywojennej: Studenci na rzecz Demokratycznego Społeczeństwa (SDS) - i jako taki  przyczynił się znacznie do rozpadu SDS. Ich założycielskie motto, od którego wzięli swoją nazwę, ściągnięte zostało ze słów piosenki Boba Dylana: " Nie potrzebujesz meteorologa, by wiedzieć w którą stronę wieje wiatr." 

 

Opierając się na studentach oraz kontrkulturze hipisów tamtego okresu, Meterolodzy poszukiwali formy dla białego odpowiednika rewolucyjnych ugrupowań, mających oparcie wśród uciskanych nacji, takich jak Partia Czarnych Panter. Stając się Organizacją Podziemnych Meteorologów (Weather Underground Organization), grupa założyła podziemny tryb egzystencji oraz rozpoczęła przeprowadzanie ataków zbrojnych.

 

Jednak bardzo wcześnie, kilku towarzyszy, wspólnie przygotowujących bomby, przeznaczone do podłożenia podczas balu amerykańskiej armii, skończyło, wysadzając się w powietrze, wskutek skrzyżowania drutów. Trauma wywołana śmiercią kilku własnych członków, zabitych w okolicznościach przygotowywania akcji, z której wiele osób w WUO było bardzo wyraźnie niezadowolonych, doprowadziła do tego, że Meteorolodzy odrzucili "militaryzm", rozumiany jako ataki przeprowadzane przeciwko osobom. Wszystko dalej ograniczało się do ataków wymierzanych przeciwko prywatnej własności.

 Patrząc wstecz, ten odwrót od "militaryzmu” wydaje się być rzeczywistą ucieczką od politycznej odpowiedzialności. Państwo nie osłabiło (swoich działań – przyp. tłum.),Czarni i towarzysze rdzennego pochodzenia, ginęli od strzałów na ulicach w całym kraju, lecz ci samozwańczy liderzy białej młodzieży, czuli, że powinni się ograniczać, skupiając na czysto symbolicznych atakach bombowych i niczym więcej.

 Byłoby nieuczciwe dyskredytować Meteorologów, albo spisać ich na straty, jako nieważnych lub niezaangażowanych. Biorąc pod uwagę niewiarygodne zepsucie i uprzywilejowane społeczeństwo, z którego wyłonili się ci biali komuniści, ich usiłowanie pchnięcia spraw na wyższy poziom, z pewnością było chwalebne. Ale ich rola w mitologii lat 60-ych została wyolbrzymiona. W tamtych latach przeprowadzano nie setki, lecz tysiące zbrojnych, politycznych akcji i tylko niewielka część z nich, robiona była przez Meteorologów.

W ciągu kilku lat podziemnej działalności, przywództwo przygotowywało się do wyjścia na powierzchnię, uzyskania amnestii, do stania się legalną siłą lewicową - i od tego czasu cała organizacja bardzo szybko pochłonęły wzajemnie wyniszczające spory oraz frakcyjne rozłamy.

 

 

7) Ukazały się na ten temat książki w języku angielskim, w szczególności "Przynosząc wojnę do domu" ("Bringing the war home") Jeremy'ego Varona. Co sądzisz o jego analizach?

 

J. Smith:  Książka Varona zawiera bardzo interesujące rozmyślania na temat moralności politycznej przemocy, ujęte z liberalno-postępowego punktu widzenia. Niestety, nie tylko nie przeprowadził on żadnych prawdziwie autentycznych badań nad RAF, polegając niemal wyłącznie na pracy Stefana Austa i zawartych w niej faktach, ale również zdołał dopuścić do wślizgnięcia się pewnej ilości błędów. Większość z nich jest niewielka – dotyczy na przykład dat albo imion – ale przynajmniej w jednym przypadku, gdy zajmuje sie sposobem w jaki w latach 80-ych, Peter-Jurgen Boock zaprzeczał swojej odpowiedzialności za rolę jaką odegrał w akcjach z 1977 r., Varon nie zdaje sobie nawet sprawy, że w latach 80-ych Boock nie był już dłużej członkiem RAF, lecz raczej cennym nabytkiem państwa. Konkluduje on zatem, zgodnie z kłamstwami tego cennego państwowego nabytku, że "RAF sięgnęła nowych etycznych nizin", co w gruncie rzeczy jest odwróceniem spraw do góry nogami. 

 

Ale bardziej serio, badania Varona nad kwestią politycznej przemocy, są zepsute ze względu na sposób, zgodnie, z którym wyłącza on ze swoich analiz przemoc imperializmu. Osądza on przemoc partyzantów w warunkach rzeczywistości istniejącej w Niemczech Zachodnich i Stanach Zjednoczonych, porównując ją do kontr-środków państwa, ale nigdzie nie uwzględnia on czynnika niewiarygodnej przemocy, której dopuszczały się (i dopuszczają!) na całym świecie, kraje takie jak Stany Zjednoczone i Niemcy. Doprowadziło to do dziwacznych stwierdzeń, na przykład, że żołnierze USA, zabici w 1972 r. podczas Ofensywy Majowej nie ponosili bezpośredniej odpowiedzialności za amerykańską agresją w Wietnamie. Varon jest dobitny, jeśli chodzi o "politykę położenia” – zgodnie, z którą czyjeś osobiste miejsce w społeczeństwie może zniekształcać punkt widzenia na to, co się dzieje – wnioskuje on, że powstawanie podziemia stosującego przemoc, było po prostu skutkiem "izolacji” aktywistów, podczas gdy ja argumentowałbym, że prawdziwie skandaliczną izolacją, była ta, która pozwalała bardziej uprzywilejowanym działaczom, ignorować sytuację najbardziej uciskanych i w ten sposób pozwalała im na usprawiedliwianie samych siebie i swoich decyzji by pracować "konstruktywnie", wewnątrz systemu.

 

Ta stronniczość, można by nazwać ją imperialistycznym fałszem, prowadzi Varona, do przedstawienia RAF jako zaledwie tła dla Meteorologów: raz za razem odwołuje się on do wzorca przypadku dobrych ludzi, którzy wkroczyli na niemoralną drogę, dlatego Meteorolodzy chwaleni są za swoją wczesną decyzję, by nie eskalować (przemocy - przyp. tłum.) oraz za nacisk na inne grupy zbrojne, by angażować się tylko w takie formy przemocy, które nie byłyby śmiercionośne. Pozostawia się nas z wyobrażeniem, że bez tego "etycznego" zwrotu, Meteorolodzy mogliby skończyć „ tak źle” jak RAF.

 

 

8) Dotychczas, jedyną książką w języku angielskim, poświęconą wyłącznie RAF, była "Televisionaries: Historia Frakcji Czerwonej Armii" Toma Vague'a. Co sądzicie na temat tej książki?

 

J. Smith:  Właściwie, Televisionaries Vague'a nie jest jedyną taką książką wydaną w języku angielskim –  jak dotąd  standardową "poważną" pracą na temat RAF, była grupa Baader-Meinhof: historia zjawiska z pierwszej ręki (The Baader-Meinhof group: the inside story of a phenomenon), autorstwa Stefana Austa, po raz pierwszy wydana po angielsku w 1987 r. a następnie wznowiona ubiegłego roku. Warto wspomnieć także, o książce Jillian Becker " Dzieci Hitlera" (Hitler's Children) z 1977 r. pracy o antyrewolucyjnej wymowie, ociekającej prawicowymi uprzedzeniami i zawziętością, która pozostaje przez wielu postrzegana jako ważna część relacji na temat " prawdziwej zbrodni". Choć obie te książki mają złą reputację wśród tych, którzy sympatyzują z działaniami guerilli i obie w oczywisty sposób są stronnicze przeciwko RAF, to jednak zasługują na wspomnienie po prostu dlatego, że są głównymi źródłami informacji, po które sięga każdy, kto chce dyskutować o RAF.

W gruncie rzeczy, książka Vague'a – bardzo przystępna ukazała momentami humorystyczna,

pierwotnie ukazała się jako seria artykułów w fanzinie, które wydawał on w latach 80-ych - opiera się niemal wyłącznie na pracy Austa i pochodzących z niej informacjach. W tym miejscu powinienem wspomnieć, że my także, zaczerpnęliśmy do naszej książki, wiele detali pochodzących od Austa, lecz jak sądzę w mniejszym stopniu i z większą ostrożnością niż pozostali.

 

 

9) Wasze tomy zatytułowane są "Historia Dokumentalna." Czy dokumentowanie historii jest jedynym jej celem, czy też może, liczyliście na wywołanie jakiejś debaty na temat zbrojnego oporu dzisiaj? Jakie są obecnie perspektywy dla walki zbrojnej w metropoliach?

 

André:  Z pewnością jeśli mowa dziś, o dyskusji na temat zbrojnego oporu w warunkach miejskich, doświadczenie RAF gwarantuje tu obiecujące rezultaty badań. To jest mój osobisty pogląd, jednakże, są dwa podstawowe czynniki, które muszą mieć miejsce, zanim opór zbrojny będzie poważnie brany po uwagę: musi zaistnieć ruch masowy, w którym działalność zbrojna może przynosić sensowny oddźwięk, oraz musi być pewien jasny cel, któremu służy ta zbrojna działalność w kontekście tego ruchu. Myślę, że zanim praktyczne rozważania na temat walki zbrojnej będą miały sens, konieczne jest wiele wysiłku na rzecz budowy ruchu oraz potrzeba wiele pracy teoretycznej.

 

J. Smith: Te książki, są historiami dokumentalnymi, w ten sposób, że są one przede wszystkim zbiorem dokumentów, pisanych przez partyzantów RAF. Dla mnie, ważnym celem opublikowania tych dokumentów jest po prostu umożliwienie towarzyszom, zrozumienie, kim byli ci ludzie, ci towarzysze, należący z pewnością do naszej tradycji (rewolucyjnej lewicy), lecz którzy nie tylko działali, ale również rozumowali w zupełnie innych kategoriach od tych, które większość dzisiejszych lewicowców, kiedykolwiek brałaby by po uwagę.

 

Co do zbrojnego oporu, to dojdzie do niego, bez względu na to, czy ktoś go pochwala czy nie, i stanie się to niezależnie od tego czy ludzie będą wiedzieli o RAF, albo innych przeszłych próbach w tym kierunku. Sądzę jednak, że więcej może zostać osiągnięte dzięki studiowaniu poprzednich wysiłków, mogłoby to być może pomóc w uniknięciu pewnych błędów lub przynajmniej ich złagodzeniu.

 

Tu w Ameryce Północnej, pomiędzy tymi z nas, którzy sympatyzują z ideą zbrojnej polityki, istniała niefortunna tendencja, aby nie dyskutować o błędach, które zostały popełnione przez towarzyszy, działających na tym obszarze w przeszłości.

Obwiniać o każdą porażkę, państwo i COINTELPRO jest naprawdę złą przysługą dla obrótu spraw w przyszłości, jest to także bardzo protekcjonalne w stosunku do tych, którzy położyli swoje życie i wolność na pierwszej linii, podczas minionych przypływów walki.

Jedną z zalet przyglądania się zbrojnej organizacji działającej w innym społeczeństwie jest możliwość przeanalizowania w bardziej bezstronnym świetle, niektórych fenomenów, właściwych tej formie walki, z pominięciem roli ego i postaw obronnych, którymi często mogą odznaczać się dyskusje o analogicznych rodzimych zjawiskach.

 

 

10) Dlaczego jesteś aż tak pewny, że dojdzie do zbrojnego oporu? Czy uważasz, że jest to równie prawdziwe w przypadku Ameryki Północnej? Czy istnieje duża różnica pomiędzy sytuacją w Kanadzie a tą w USA?

 

J. Smith: Domyślam się, że pytasz o lewicowy opór zbrojny – pomimo, że od 2001 r. światowa scena polityczna skoncentrowała się na efektach i możliwościach walki zbrojnej nadchodzącej z innych miejsc świata. Ale ze strony lewicy mamy tylko sporadyczne próby - np. to, co dzieje się w tym momencie w Grecji - nie ma jednak niczego takiego, co skalą i swoją ambicją, przypominałoby to, co wydarzyło się podczas ostatniego cyklu walk społecznych. Nawet, gdy, w 2005 r. Francja stała w ogniu, nie było grupy zdolnej do publicznego wyrażenia swojej solidarności z tego rodzaju działaniami - i ten brak nie był dobry.

 

Może historia nie powtórzy się w tej samej postaci, więc ponowne pojawienie się, dokładnie takiego samego rodzaju grup jak RAF, jest mało prawdopodobne. Zasadnicza sprzeczność jednak pozostaje - system, który skazuje miliardy na całym globie, na życie w ten sam sposób, pełen niedoli, zagrożenia i materialnego niedostatku - podczas gdy w tym czasie wynosi on niewielką mniejszość na pozycje wygody i bogactwa, nieznane w ludzkiej historii. Kontrast, między tym, "co mogłoby być", a "tym, co jest" wzrasta i to frustruje.

 

Z pewnością ta sprzeczność woła o zmianę. W końcu - przy odrobinie szczęścia raczej wcześniej niż później - z tego wołania wyłonią się ruchy rewolucyjne i dadzą na nie odpowiedź. A wówczas, niektórzy ludzie będą sfrustrowani ograniczeniami tych ruchów i dlatego zaangażują się w tajne, nielegalne i gwałtowne działania. Takie stwierdzenie nie jest ryzykowne – i nie chodzi tu o to, że staram się argumentować życzeniowo, lecz o to, że kapitalizm będzie obowiązywał i narzucał się z każdej strony, dopóki coś nie sprawi, że się go pozbędziemy, a ja nie widzę żadnych innych kandydatów, by to zrobić.

 

Nie chodzi o to, by mówić teraz, że walka zbrojna zawsze będzie stanowić najwłaściwszą i poprawną strategię. Sądzę, że pojawi się ona niezależnie od tego. Ale muszę powiedzieć również, że potrafię wyobrazić sobie wiele sytuacji, w których byłaby właściwa, kiedy to posunęłaby walkę do przodu i byłaby zdrową rzeczą dla naszych ruchów. Gdy towarzysze są deportowani do krajów, gdzie ich życie jest w niebezpieczeństwie, czy wówczas okoliczności nie wołają o jakiś rodzaj odwetu? Gdy policja atakuje linie pikiety, a związki zawodowe opuszczają robotników, czy nie stawia to sabotażu na porządku dziennym? Gdy kobiety widzą, że państwo nie ma woli oraz nie jest zdolne do zapanowania nad męską przemocą, rodzącą się z tej bezczynności, czy taka sytuacja nie błaga o pewne pytania, na które legalność i non-violence, nie są w stanie udzielić odpowiedzi?

 

Jeśli pytasz o określone inicjatywy w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, to od lat nie miało miejsca tu nic takiego ze strony lewicy, poza sporadycznymi, jednorazowymi, symbolicznymi atakami non-violent. Mówiąc dalej, to te ataki nie były przeprowadzane przez organizacje, lecz przez grupy tworzone ad hoc, albo jeszcze przez pojedyńcze osoby działające pod egidą jakiegoś szerokiej symbolicznej nazwy. Prawdopodobnie najlepszym tego przykładem jest, atakujący w latach 90-ych,  Front Wyzwolenia Ziemi, co w ubiegłych latach, doprowadziło do aresztowań tego Zielonego Przerażenia. Albo tutaj w Montrealu, w zeszłym roku, pewni ludzie podpalili grupę policyjnych aut. Ciekawe inicjatywy, jednak w swej istocie non-violence, symboliczne i nie wymagające żadnego rodzaju tajnych struktur - i bez takich struktur jest wiele rzeczy, które można zrobić.


Tutaj w Kanadzie, takie sprawy są bardziej rozwinięte wśród rdzennych nacji, gdzie kontynuuje się tradycje zbrojnego oporu, co ujawniało się, co kilka lat, podczas ostatnich konfrontacjach w państwem. Nie jest to jednak to samo, co miejska walka partyzancka, rozwija się to bardziej po linii społecznościowej samoobrony, ustanawianiu obszarów, gdzie obowiązuje zakaz wstępu, i często służy to jako karta przetargowa, dla utrzymania państwowej przemocy pod kontrolą.

 

11) Planujecie także tomy dotyczące Ruchu 2 Czerwca i Komórek Rewolucyjnych. Jak postrzegacie te ruchy w zestawieniu z RAF? Jak widzisz te ruchy w porównaniu do RAF? Dlaczego zdecydowaliście się, aby pracować nad tymi trzema grupa w tej kolejności?

 

André: W tych trzech grupach zbrojnych, a także jeszcze w grupie Rote Zora, którą także się zajmiemy, znaleźć można, całe spektrum polityki reprezentowanej przez Nową Lewicę: Ruch 2 Czerwca, reprezentujący kontrkulturowy anarchizm, Komórki Rewolucyjne i Rote Zora, reprezentujące oddziaływanie autonomistów, w połączeniu z Rote Zora, która wyłożyła na stół feministyczną subtelność oraz RAF, najbardziej zbliżone do antystalinowskiego marksizmu-leninizmu. Kolejność nie jest najistotniejsza, jednak będziemy zajmować się nimi w kolejności historycznej, tak jak powstawały.

 

Tłum:R

Poprawki:M.

 

angielska wersja wywiadu:

 

http://www.germanguerilla.com/red-army-faction/kuhn_interview.php

 

Zmieniony ( Środa, 10 Luty 2010 16:36 )
 

bottom