| Wywiad ze Stefanem Wisniewskim - cz.II |
|
|
|
| Wpisany przez red |
| Sobota, 19 Grudzień 2009 17:07 |
|
Byliśmy tak niesamowicie konsekwentni... - rozmowa na temat historii RAF CZĘŚĆ II ![]() Wywiad ze Stefanem Wisniewskim Masz szansę wyrazić swoje zdanie. Czy wywierano na was w tamtym czasie presję? Rzecz polega na tym, że to pytanie może być w pełni zaadresowane tylko, jeśli wszyscy więźniowie mieliby możliwość się wypowiedzieć. Boock zawsze odnosi się do domniemanej lub rzeczywistej korespondencji z więźniami Stamhheim, o której, prócz niego, przypuszczalnie wie coś, Brigitte Mohnhaupt. Co mogę na ten temat powiedzieć? Z pewnością, więźniowie bardzo chcieli wydostać się na zewnątrz i to uczucie walenia głową w mur, w końcu zna każdy więzień. Jedyne pytanie dotyczy tego, jakie możliwości dla osiągnięcia tego celu dają się moralnie i politycznie obronić. Przede wszystkim, wzajemne związki wytwarzają nacisk. Dodajmy do tego, popularną wówczas teorię nowego faszyzmu, głoszącą, że opiera się on na instytucjach i nie wymaga masowej bazy. Oba z tych twierdzeń było niedokładne. Ta zniekształcona teoria nie została po prostu przyjęta i naśladowana przez RAF, chodziło w niej także o to, że ograniczamy się do wymiany ognia z państwem. Nawet w czasie, gdy ją popieraliśmy, nie docenialiśmy, na przykład, wzrostu rasistowskich idei. Rozwój idei przebiegał od góry od dołu, od elit do mas, w sposób, który nie był niczym nowym. 1977 był także rokiem, w którym liczne tradycyjne stowarzyszenia SS były w stanie spotkać się w niezakłóconej atmosferze, nie licząc pewnych protestów przeciw VNN [25] Dlaczego ich nie zaatakowaliśmy? Zamiast tego posługiwaliśmy się kilkoma nonszalancko nakreślonymi porównaniami, pomiędzy izolacją i eksterminacją osób uwięzionych w Stammheim a Oświęcimiem, które prowadziły tylko do groteskowo mylnych ocen i "operacyjnych ograniczeń”, będących kłopotliwie niewłaściwymi w odniesieniu do ofiar obozów eksterminacji. W każdym razie, warunki w skrzydłach izolacyjnych były wystarczająco złe. Żaden dodatkowy "nacisk” nie był potrzebny, by skłonić nas, do działania, przeciwko nim. Nie byliśmy też grupą, która po prostu czekała, żeby usłyszeć to, co więźniowie Stammheim musieli powiedzieć. Niektóre osoby próbują takimi wyjaśnieniami, wykręcić się od własnej odpowiedzialności. To nie znaczy, że nie było wielu powodów, by krytykować więźniów w Stammheim. Często pytałem sam siebie, co będzie, jeśli rzeczywiście uda nam się ich wydostać — czy uda mi się dojść z nimi do porozumienia. Wówczas, automatycznie zakładałem, że byłoby to możliwe. Dzisiaj, jestem, co do tego sceptyczny. Ale, jeżeli, wyszliby na wolność, to przynajmniej moglibyśmy ich poddać krytyce. Do dziś czuję ból spowodowany tym, że to się nie powiodło. Rozumowaliśmy wtedy w ten sposób, że jeśli uda nam się uwolnić więźniów, to będziemy mieli możliwość wrócić do naszych pierwotnych celów - celów, którym początek dała rewolta 68 roku. Przedstawiłeś wcześniej swoją ocenę dynamiki wydarzeń w 76/77 r. Miały one związek z Prokuratorem Generalnym Siegfriedem Bubackiem. Zaatakowaliście go, aby chronić więźniów. Czy wasz cel został w ten sposób osiągnięty? Nie, gdyby tak było, bylibyśmy zdolni uniknąć dalszej eskalacji. Po śmierci Holgera Meinsa i ataku na starszego sędziego Berlina, Günthera Drenkmanna,[26] Spiegel opublikował wywiad z więźniami Stammheim, w którym zakomunikowali oni wyraźnie: jeżeli mają być pogrzeby — ból, cierpienie i żałoba — to będą one po obu stronach.[27] Czy nie mogliście cofnąć się z tej drogi konfrontacji? Oznaczałoby to pozostawienie więźniów samym sobie. Musielibyśmy powiedzieć, "Starania o uwolnienie więźniów po prostu nie dają skutku, inne inicjatywy są bardziej palące.” Dzisiaj, powiedziałbym, że jest to proces wymagający o wiele większej cierpliwości. Choć, nawet dziś, trudna do zaakceptowania wydaje się, twarda linia, jaką państwo obrało wobec więźniów, którzy chorowali, takich jak Helmut Pohl i Adelheida Schulz [28] Przygotowanie porwania Schleyera nie zajęło wam zbyt wiele czasu. Jak do tego doszło? Tak jak już powiedziałem, początkowo to były różne grupy, które się połączyły. Czy wtedy w 1977 mieliście jakichś następców czy było to tworzenie od nowa? Nie, pojęcie drugiej generacji jest błędne. Byli to częściowo ludzie, którzy pozostali ze starych środowisk, jak również ludzie, którzy, trzymając się swoich własnych doświadczeń, chcieli na pewien czas podjąć współpracę z RAF, nie porzucając swoich dotychczasowych pól działania. Czy inspirowało was porwanie w 1975 r. Lorenza? A może sądziliście, że tak ważna persona jak Schleyer, będzie gwarancją wymiany na więźniów? Czuliśmy, że moglibyśmy komfortowo odciąć kupony od akcji Ruchu 2 czerwca, który dostarczył nam przykładu. Ale porwanie Lorenza kompletnie zmieniło układ sił. Początkowo działaliśmy w przekonaniu, że sam Schleyer nie wystarczyłby do wymiany za więźniów. Zatem, podobnie jak Schleyera, zamierzaliśmy porwać również Jürgena Ponto, szefa banku Drezdeńskiego. Podjęliśmy taką decyzję na podstawie finansowej, brunatnej przeszłości kapitału [29], uosabianego przez Bank Drezdeński, Schleyera natomiast wybraliśmy ze względu na jego rolę w stowarzyszeniach kapitalistów. Jako takie, role ich obu jak decydentów - miały poziom znaczenia, który nie mógł zostać zignorowany. Towarzysz, który działał z nami w tamtym okresie, znał rodzinę Ponto, więc porwanie bankiera wydawało się być, przynajmniej w militarnych kategoriach, łatwiejszą z tych dwu akcji. Jak wiadomo, nie powiodło się. Ponto został zastrzelony, ponieważ jeden z naszych błędnie ocenił sytuację. Pomyłką było także użycie do czegoś takiego, czyichś osobistych znajomości. To niepowodzenie już na wstępie zmniejszyło nasze szanse na sukces. Druga trudność polegała na tym, że Schleyer początkowo nie był pod ochroną SEK.[30] Przyznano mu najwyższy poziom bezpieczeństw, po tym, co stało się z Ponto. W świetle tych trudności, sami wówczas ocenialiśmy nasze szanse, sceptycznie. Koniec końców, było czterech zabitych, kierowca i ochroniarze Schleyera. Wzmocniło to eskalację i sprawiło, że wymiana stała się jeszcze mniej prawdopodobna. Z pewnością jednak robiliście odpowiednie rozpoznanie Schleyera i musieliście wiedzieć o jego eskorcie. Tak, oczywiście wiedzieliśmy. Jeśli o to chodzi to tego dnia było akurat trzech funkcjonariuszy SEK zamiast, tak jak zazwyczaj, dwóch. Nie zauważyliśmy tej zmiany. Do przewidzenia było, że całe zdarzenie nie odbędzie się w przyjemny sposób, ale raczej zakładaliśmy, że zastrzeleni zostaną tylko funkcjonariusze SEK. Odnośnie kierowcy, czuliśmy, że nie powinno do tego dojść. To była nasza wspólna polityczna decyzja. Jednak przeprowadzenie akcji nastąpiło z wojskową logika. Ofiary po każdej ze stron są godne ubolewania, ale policjanci zostali zastrzeleni w warunkach walki, w trakcie której oddali 11 strzałów z pistoletu maszynowego i trzy z pistoletu. Dla pewności, kierowca był po ćwiczeniu bezpieczeństwa na wypadek porwania, ale nie był uzbrojony. Nie ja jeden z tego powodu uznałem jego śmierć za godną ubolewania. Ale biorąc pod uwagę wasz sceptycyzm czy nie dopuszczaliście porzucenia waszego planu? Taka dyskusja miała miejsce. Więzienne warunki były drugą stroną tego równania. Obawialiśmy się, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie to, biorąc pod uwagę okoliczności, mogą być kolejne śmierci, a my nadal pozostawalibyśmy niezdolni do czegokolwiek, poza ich opłakiwaniem. Wówczas myśleliśmy: "Teraz to oni, chociaż raz doświadczą warunków, w jakich znajdują się nasi więźniowie". Czy Schleyer to rozumiał? Po jego porwaniu, w nagranym przez nas materiale wideo, przestrzegł on przed militarnym rozwiązaniem kwestii więźniów. Nawet w tym punkcie, wyraźnie wyczuwał, że został opuszczony przez jego politycznych przyjaciół. Wy też tak uważaliście? Naturalnie. Długo trwało nim zrozumieliście, że rząd federalny nie zamierza spełnić waszych żądań? Wiedzieliśmy, że będzie to jasne już po kilku dniach, zależnie od tego czy Grupa Kryzysowa zdecyduje się opublikować nasze komunikaty albo pokazać materiał wideo. Gdyby pokazali go w telewizji, stałoby się bardzo trudne dla rządu, sprzeciwić się wymianie. Tak, więc, dość wcześnie, pojawiły się oznaki, że sprawy nie ruszą się zbyt szybko. Jednakże, nasza akcja nie była pomyślana w dłuższej perspektywie. Chcieliśmy jedno życie za inne, szybkiej wymiany więźniów. Jeżeli nie doszłoby do tego, Schleyer miał zostać zastrzelony. Czy w tych warunkach dyskutowaliście o tym ze Schleyerem ? Tak, to było jasne od samego początku. Gdy nie ulegało juz wątpliwości, że Grupa Kryzysowa stale szuka nowych sposobów, by uniknąć podjęcia decyzji, zorientowaliśmy się, że nie chcą go wymienić. Liczyli na to, że znajdą nas i zlikwidują. Widać było to wyraźnie, po tym jak zachowali się, gdy znaleźli pierwszy dom, który wzięli szturmem nie sprawdzając nawet czy ktoś w nim był. Pokazywało to, jakie obrali podejście. Od tego momentu musieliśmy zdecydować, jaki będzie dalszy obrót wydarzeń. Mogliśmy przygotować ultimatum czy nie? Czy wciąż było możliwe by poprzez jego wystosowanie, zwiększyć nacisk? Musieliśmy zorientować się, czy możliwe było znalezienie nowej kryjówki i tak dalej. To była kolejna ważna decyzja. Nadal mieliście nadzieję? Stwierdziliśmy, że, jeśli była jakaś różnica zdań w jednolitym froncie Grupy Kryzysowej, to powinniśmy poczekać, aby dała ona jakieś efekty. Na przykład, chodziło o pole manewru dla władz sektora przemysłowego. Jeśli o to chodzi to Schleyer wykazał się własnymi inicjatywami. Napisał do swoich politycznych przyjaciół. To był jego pomysł? Tak, oczywiście. Widać to choćby po tym, co napisał. Znalazło się tam wiele sformułowań, których my nigdy byśmy nie użyli - na przykład, mówił o terrorystach. Lepiej od nas znał swoich przyjaciół i polityczną klasę, do której należał, wiedział w jaki sposób się do nich zwrócić. On sam nie wierzył, że mógłby zorganizować wszystko, co niezbędne, aby doszło do wymiany, ale opierał się na założeniu, że jego przyjaciele nie pozostawią go samego. Było to dla niego jednym z najbardziej szokujących doświadczeń, zdać sobie sprawę, że pomimo całej władzy, jaką posiadał, jego polityczna klasa i przyjaciele, gotowi byli go opuścić. Tak to odczuwał? Nie od razu, ale ta ludzka tragedia stopniowo stała się dla niego jasna i współczuliśmy mu. Czy w tej trudnej sytuacji, która wymagała od was tak wiele determinacji oraz braku elastyczności, możliwe jest przeżywanie podobnych uczuć? W takiej sytuacji nikt nie pozostaje niewzruszony. Bez względu na to jak bardzo twardym starasz się być - w podobnym położeniu nikt nie zachowuje się zupełnie racjonalnie, ani też nie podążą ślepo, wyłącznie za swoją polityczną perspektywą. Czy mieliście właściwie jakieś autentyczne rozmowy ze Schleyerem? Powiedziałbym, że mieliśmy tylko rozmowy. Zupełnie nie nadawaliśmy się do roli policyjnych śledczych, i nikt nawet się na takich nie kreował. Oczywiście, mieliśmy określone polityczne pytania. Ale te debaty, te dyskusje, nie były przesłuchaniem. Boock mówi, że miał miejsce krzyżowy ogień pytań oraz, że planowaliście postawić Schleyera przed sądem ludowym. Nie ma to żadnego pokrycia w tym, co zdarzyło się w rzeczywistości. Czemu nie zrobiliście publicznego użytku z przeszłości Schleyera? To był na pewno błąd polityczny, ale nie chcieliśmy go upokarzać w tej sytuacji, ponieważ on wiedział, że cała akcja może się dla niego zakończyć śmiercią. Schleyer nie był ani popularny, ani kochany, więc niepokoiło nas, że będzie miał on mniejszą wartość jako zakładnik, nawet, jeśli dodatkowo będziemy go poniżać. Dlatego, szybko odrzuciliśmy pomysł pokazania go ze znakiem zawierającym jego numer SS i napisem "więzień swojej własnej historii.” Wyciągając wnioski po fakcie, prowadziło to do dziwnej perwersji, biorąc pod uwagę to, co Schleyer w tym czasie napisał i powiedział, pozwalało to, widzieć go przede wszystkim jako ojca i ofiarę. Czy w tamtym okresie, rozważaliście jak odparować zarzuty rządu federalnego, że wymiana doprowadzi tylko do tego, że ludzie z podziemia będą popełniać jeszcze więcej czynów kryminalnych? Czy kiedykolwiek rozważaliście publiczną deklarację o zakończeniu walki zbrojnej? Andreas Baader złożył tego typu propozycję, przedstawicielowi rzędu federalnego. On wiedział, co by to oznaczało.[31] Nigdy poważnie nie rozważaliście dołączenia w tym do Andreasa Baadera? Nic nie wiedzieliśmy o tej propozycji. Nigdy nie zostało powiedziane, że będziemy kontynuowali walkę zbrojną, ale nie chcieliśmy też doprowadzić do jej zawieszenia. Dlaczego nie? Przeżywaliśmy to w ten sposób: porwaliśmy Schleyera i druga strona po prostu nie zareagowała, narzucili zakaz kontaktów, złamali własne prawa. Pod każdym względem posunęli się nawet jeszcze dalej. Powiedzieli, że nie będzie obławy, ale w rzeczywistości była to największa obława, jaka kiedykolwiek miała miejsce. Napastowali każdego, kto kiedykolwiek powiedział coś krytycznego na temat państwa. Postanowili o zakazie i kontroli rozpowszechniania wiadomości. W tamtej sytuacji, z wyraźnym dążeniem, do tego by wzrastała intensywność (konfliktu - przyp. tłum.), czuliśmy, że w końcu stanie się to nierealistyczne. Nie zamierzaliśmy żyć pokojowo w jakimś palestyńskim obozie, pomagając dzieciom uchodźców. Żadne z nas się na to nie zgadzało. Pojawiło się pytanie, czy w tej sytuacji byłyby możliwe inicjatywy, w których pod poziomem wymiany, można by było znaleźć punkt zaczepienia, w którym moglibyśmy powiedzieć: "To koniec. Dość już zabitych. Teraz poszukamy innego sposobu". Nie wiem, jakbyśmy zareagowali, gdybyśmy wiedzieli, o ofercie Andreasa Baaderai. Dla nas, więźniowie zniknęli z pola widzenia sześć miesięcy wcześniej [32] Nie wiedzieliśmy absolutnie nic na temat tego, co się z nimi działo. Wyobrażaliśmy sobie, że wszystko było możliwe. Do tego dochodziły jeszcze głosy wołające o przywrócenie kary śmierci. Zamiast tego zaczęliście zwiększać nacisk. Najpierw Schleyer napisał do swoich politycznych przyjaciół, a wówczas doszło jeszcze do porwania samolotu pasażerskiego. Czy była to oferta wysunięta przez Palestyńczyków czy sami do nich dotarliście z tą propozycją? To była oferta. Nie wiem dokładnie jak do niej doszło, ponieważ nie byłem częścią grupy przebywającej w Bagdadzie, ale oczywiście nasi towarzyszy zapytali nas o zdanie. Do tych z nas, którzy pozostawali w Europie Zachodniej, zwrócili się oni z pytaniem, czy wyrażamy na to zgodę. To nie był dla was problem, że chodzi o porwanie samolotu pełnego turystów? Czy porywanie samolotów nie stało w sprzeczności ze strategią RAF ? Aż do tego punktu, my również mogliśmy rozpatrywać porwanie samolotu jako część strategii palestyńskiej, ale nie jako akcję dla poparcia naszych żądań. Istniał dokument wydany przez więzionych w Stammheim, który ostro i krytycznie oceniał porwanie samolotu do Entebbe w 1976.[33] Krytyczna kwestia dotyczyła udziału dwóch członków niemieckich Komórek Rewolucyjnych w tej akcji przeciwko Izraelowi, krajowi który był także miejscem azylu dla uciekinierów przed Holocaustem. W dokumencie tym zasugerowano również, że byłoby to, co innego, gdyby chodziło o porwanie niemieckiego samolotu. Po długiej dyskusji, która była najbardziej znaczącym momentem dla podjęcia naszej decyzji, jako, że więźniowie pozostawili to pytanie otwarte, uznaliśmy w końcu, że nasze działanie nie będzie sprzeczne z ich wolą. Zupełnie wykluczone było działanie wbrew ich woli. Czy faktycznie była to wówczas Twoja inicjatywa? Czy Twoi ludzie, Boock i pozostali, zwrócili się do Palestyńczyków: "Musicie nam pomóc, nie jesteśmy sami w stanie dojść dalej? Nie, nie, z cała pewnością tak nie było. Chciałbym, aby stało się całkowicie jasne jak w rzeczywistości wyglądała nasza współpraca z Palestyńczykami. Mieli oni swoje własne interesy w tego rodzaju działaniu. Oczywiście, chodziło o uwolnienie więźniów, podnieśli przecież kwestię dwóch palestyńskich więźniów przebywających wówczas w tureckim więzieniu, ale chodziło tu również o coś więcej. Oni sami rozumowali w ten sposób: "Gdy państwo takie jak Republika Federalna, najważniejszy kraj wśród społeczności europejskiej, zostanie zaangażowany w konfrontację, której zacznie przyglądać się cały świat, będziemy mieli wówczas sposobność nagłośnić naszą sprawę." W Tel al - Zaatar, obozie dla uchodźców w Bejrucie, Syryjczycy przyszli z pomocą Falangistom, gdy Ci dokonali masakry 6000 Palestyńczyków. Frakcja wewnątrz palestyńskiego ruchu oporu, która dokonała porwania airbusa, chciała powstrzymać sytuację, w której Syryjczycy czy inny arabski rząd, dochodzą do kompromisu z Izraelem, kosztem Palestyńczyków. W tym konflikcie odnośnie Izraela zostaliśmy dosięgnięci przez niemiecką historię. Czy nie było dla was jasne, co by to oznaczało gdyby podczas tego porwania zginęło 80 turystów, którzy nie mieli z tym nic wspólnego? To niczego nie usprawiedliwia, ale byliśmy pod wpływem udanego porwania dokonanego przez Leile Khaled, przez długi czas krążyła na ten temat książka, która na lewicy status kultowej pozycji. [34] Umieszczenie turystów z Majorki i Schleyera na tym samym poziomie było dla nas problemem. W tej nadzwyczajnej sytuacji, w kontekście dynamiki rozwoju wypadków po porwaniu Schleyera, zaoferowana nam propozycja wydawała się możliwym rozwiązaniem. Ta analiza zawierała groteskową sprzeczność. Z jednej strony, wierzyliśmy, że Republika Federalna była na drodze do faszyzmu i dlatego zakładaliśmy, że klasa polityczna nie jest do niczego zdolna. A jednocześnie z drugiej strony, sami nie braliśmy własnych analiz na poważnie, zamiast tego mówiliśmy: " A więc teraz będą musieli dokonać z nami wymiany. Nie uda im się od tego uchylić." W rzeczy samej, czemu nie? Wierzyliście, że życie tych 80 osób nie będzie w realnym niebezpieczeństwie? Uważaliśmy za bardzo, bardzo prawdopodobne, że dojdzie do wymiany. Jednak w tym myśleniu, opieraliśmy się na fałszywych założeniach. Akcja przebiegła inaczej niż planowano. Lot miał zakończyć się w Południowym Jemenie. Tam GSG-9 [35] nigdy nie miałby dostępu do samolotu bez podjęcia wcześniejszych negocjacji z władzami kraju i Blokiem Wschodnim. Rząd Federalny musiałby negocjować. Dlaczego sprawy przybrały zły obrót w Adenie? Z tego, co wiem o warunkach w Adenie, jest dla mnie jasne, że Niemcy Wschodnie lub Związek Radziecki postarały się o to, żeby samolot nie mógł tam zostać. To nie była tylko decyzja Aden. Oni mieli zupełnie inny stosunek do Palestyńczyków i nigdy nie odesłaliby ich do Somalii. Mieliście jakąś wiarygodną gwarancję, że nikt nie rozważa możliwości śmierci tych 80 turystów? Czy pytaliście samych siebie: "Co zrobimy, jako polityczna grupa, jeżeli te 80 osób zginie w wyniku tej akcji?" Wiedzieliśmy, że Palestyńczycy zawsze działali odpowiedzialnie podczas porwań. Gdybyśmy przemyśleli akcję do końca, moglibyśmy się na nią nie zgodzić. Niemniej, faktycznie, braliśmy pod uwagę najlepszy scenariusz, rozwiązanie polityczne. Czy to była jednomyślna decyzja? Tak, to był nasz wspólny punkt widzenia. Mieliśmy też na uwadze niemal równoczesne i udane porwanie japońskiego samolotu pasażerskiego przeprowadzone przez Japońską Armię Czerwoną.[36] W tym samym czasie u nas nic się nie działo. Nie mam przez to na myśli Sztabu Kryzysowego czy rządu federalnego, ale brak inicjatywy, moralnego autorytetu, ani grupy lewicowej, która podniosłaby swój głos. Widzieliśmy Niemcy tylko z perspektywy Wyklętego ludu ziemi. Czy bylibyście pod tym względem otwarci gdyby krytyka publiczna zażądała od was wypuszczenia Schleyera i ocalenia życia zakładników porwanych w airbusie? W tym punkcie, istniał niewielki, lecz obsesyjny dystans. Gdyby było to stanowisko niezależnej lewicy, to na pewno. Ale nie chcielibyśmy traktować tego jako zobowiązania. Czy w tamtym momencie, sądziliście, że będzie poparcie dla waszych żądań uwolnienia więźniów? Właściwie, tak. Naturalnie, nie pomyśleliśmy o blokadzie informacji. To była sytuacja, która zmusiła nas do skupienia tylko na sobie. Straciliśmy inne punkty odniesienia. Czy odczuwaliście jego brak? Co to znaczy, że odczuwaliśmy brak? Działaliśmy z założeniem, że po porwaniu, będziemy w stanie wyjaśnić to ludziom. Jednak nasze planowanie nie było na to skierowane. Właściwie z iloma osobami zostało to przedyskutowane? Czy decyzję podjęły dwie albo trzy osoby, a może dyskutowali o tym wszyscy, którzy uczestniczyli w porwaniu? To była sytuacja w której nie uczestniczyli wszyscy. Ludzie z różnym zapleczem zebrali się razem, i na tyle na ile było to możliwe, każdy był włączany w decyzje. Nie znam nikogo kto twierdziłby, że nie skonsultowano się z nim politycznie. Czy była jakaś reakcja ze strony lewicy? Nie na tym polegała kwestia. Decyzje o akcji miała zapaść w ciągu kilku dni. W podobnej sytuacji, nie ma możliwości, by przedyskutować ją publicznie. Później, to także było trudne. Jeśli przygotowalibyśmy jakiś dokument wyjaśniający dla lewicy, nie było żadnej drogi żeby go ujawnić. Jeśli ktoś znalazłby się w posiadaniu takiego dokumentu i nie dostarczył go bezzwłocznie policji, to natychmiast wylądowałby w więzieniu. Była możliwość porozumiewania się za pośrednictwem francuskiej gazety Libération. Być może. Nie jestem przekonany, czy publiczna debata z lewicą była możliwa w tamtej sytuacji. Faktem jest, że nie został podjęty żaden wysiłek w tym kierunku, ani z naszej strony, ani ze strony lewicy. Historia jest, jaka jest, i przede wszystkim, musimy się z tym pogodzić i wziąć za to odpowiedzialność. Wstydzę się przyznać, że dopiero o wiele później, podczas mojego procesu, zacząłem widzieć moją własną historię odmiennie, że zrozumiałem, iz powinniśmy byli uczynić o wiele jaśniejszym, dlaczego zdecydowaliśmy się wziąć jako więźnia, akurat Schleyera. Powinniśmy byli przedstawić nasze żądania w zupełnie inny sposób. Jest jasne, że powinniśmy byli wymagać, aby Daimler - Benz otworzył swoje archiwa na temat wykorzystania pracy niewolniczej, że korporacja powinna zapłacić odszkodowania za korzystanie z tej formy niewolnictwa. Mogliśmy powiedzieć, że w kwestii więźniów istnieje tylko śmiertelna konfrontacja, jednak na innym obszarze wracamy do tego, o co chodzi. Wychodząc z takich pozycji, mogłoby być możliwe znalezienie innego wyjścia i bardziej humanitarnego rozwiązania w przypadku Schleyera. Czy dyskutowaliście to wewnątrz grupy? Kiedy rozważaliśmy tę akcję w grupie, dyskutowaliśmy nad skutkami naszego działania. Dokonując retrospekcji, muszę powiedzieć, że nie usiłowaliśmy przebić się poza odczuwaną przez nas nieuchronność. Jednak w tamtym momencie nie byliśmy gotowi do żadnych ustępstw. Aby do tego doszło musielibyśmy zauważyć rzeczy, które w rzeczywistości stały się dla nas widoczne dopiero później. Musielibyśmy przyznać się do tego, że walka zbrojna, jaką prowadzimy nie działa. Czy dla waszej grupy, od samego początku było jasne, że, jeżeli więźniowie nie zostaną wypuszczeni, to Schleyer zostanie zastrzelony ? Tak i właśnie to zawierały nasze oświadczenia … Niemniej, to, co pojawia się w komunikatach, a to, co dzieje się w rzeczywistości, to dwie różne rzeczy. Tak, i my też zachowaliśmy się inaczej. W czasie trwania akcji, zostaliśmy nawet skrytykowani przez inną grupę, która zarzuciła nam, że po prostu nie zakończyliśmy akcji od razu, zabijając Schleyera. Powiedzieli nam, że w efekcie tego, iż zgodziliśmy się na taktykę zwodzenia i gry na zwłokę, prowadzoną przez rządową Grupę Kryzysową, uniemożliwiliśmy przeprowadzanie w przyszłości kolejnych akcji wyzwalania więźniów, w taki sposób, by były one traktowane poważnie. W pewnym momencie doszło do punktu krytycznego, gdy spirala wzajemnego zastraszania osiągnęła swój koniec. Było to 18 października. Samolot został odbity, zakładnicy uwolnieni, trzej Palestyńczycy zastrzeleni, a więźniowie w Stammheim nie żyli. Dlaczego po prostu tego wówczas nie zakończyliście? Dlaczego nie wysłaliście Schleyera do domu? Wówczas czuliśmy, że mogłoby to oznaczać uznanie strategii Grupy Kryzysowej za uzasadnioną. Wypuszczenie go bez jakiegokolwiek quid pro quo nie zostałoby odczytane jako ludzki gest, lecz jako przyznanie się do porażki, jako kompletne zwycięstwo Grupy Kryzysowej pod hasłem : "Twarda linia się opłaciła.” Dzisiaj również widzę pominięte przez nas okazje, szanse na polityczną interwencję, która mogłaby otworzyć Schleyerowi drogę do domu. Czy rozważaliście przyjęcie kompromisu, czegoś mniej niż żądanie uwolnienia więźniów - na przykład poprawy warunków albo uznania ich za więźniów politycznych? Patrząc na ówczesną sytuację, gdyby wysunięta przez Andreasa Baadera propozycja ustępstw ze strony więźniów prowadziła do reakcji ze strony władz federalnych, czy też nastąpiłaby jakaś forma politycznej akceptacji, jeżeli zaproponowano by na przykład, aby międzynarodowa komisja zbadała warunki panujące w więzieniu, wtedy oczywiście zareagowalibyśmy, ponieważ w takiej sytuacji, natarczywe ustawanie przy pierwotnych żądaniach i dążenie do zastrzelenia Schleyera, byłoby dla nas nie do pomyślenia. Można zarzucać nam wiele rzeczy, ale z pewnością nie ignorowanie interesu więźniów. Jakie znaczenie miało to, że po sześciu tygodniach znaliście już Schleyera jako osobę? Naturalnie, to miało znaczenie. To było zarówno poruszające i oczywiste, jak w przypadku każdego, kto obawia się o swoje życie. Lecz dla nas, w ostatecznym rozrachunku, Schleyer nie był po prostu zwykłą osobą posiadająca rodzinę. Czy on kiedykolwiek zastanowił się nad masowym lockautem pracowników, który miał miejsce? Schleyer nigdy na poważnie nie żałował roli jaką pełnił w Protektoracie Czech i Moraw. Był człowiekiem SS, odpowiedzialnym za przystosowanie czeskiego przemysłu do potrzeb gospodarki wojennej Niemiec. Jego biuro znajdowało się zaledwie 60 km od obozu koncentracyjnego Theresienstadt, z którego odchodziły transporty do Auschwitz. (Familienlager Theresienstadt, Getto Theresienstadt, rzadziej Konzentrationslager Theresienstadt, czasem ort. Teresienstadt – kompleks dwóch niemieckich obozów koncentracyjnych utworzony na terenie Protektoratu Czech i Moraw (niem. Reichsprotektorat Böhmen und Mähren), w miejscowości Terezin, na terenie Czech w austriackiej twierdzy z XVIII i XIX wieku. Składał się z getta dla Żydów oraz tzw. Obozu przejściowego. Istniał w latach 1941-1945. – przyp.tłum) Poza tym, rząd federalny uniemożliwił emisję nagrania video, w którym sam Schleyer odwoływał się do ludzkich uczuć. Nie pozwolili także mówić więźniom, a być może wówczas oferta ustępstw, wysunięta przez Baadera stałaby się znana i społeczeństwo zobaczyłoby więźniów w innym świetle. Biorąc pod uwagę logikę tego procesu, jego konsekwencją było gorzkie zakończenie, lecz dla naszych ludzkich i politycznych celów, to była klęska. Byliśmy tak niesamowicie konsekwentni, jeśli chodziło o pokazanie ludzkiej siły i szczodrości, a politycznie tak mało radykalni, a nawet bezbronni,gdy chodziło o wywrócenie społecznych stosunków oraz rozbudzenie zmian. Przypisy: [25] VNN jest nazistowską organizacją składającą się głównie z byłych członków SS. Istnieje ona do dziś. [26] 9 listopada 1974 r. uwięziony członek RAF, Holger Meins zmarł po sześciu tygodniach strajku głodowego. W odwecie, dwa dni później, Ruch 2 Czerwca, usiłował porwać sędziego Güntera von Drenkmana - gdy ten stawił opór, został śmiertelnie postrzelony. Moncourt i Smith, str. 262. [27] Faktyczny cytat brzmi, "Jeżeli mają być pogrzeby — to będą one po obu stronach.” Moncourt i Smith, str.314. [28] Członkini RAF, Heidi Shulz została schwytany w roku 1982. Z powodu problemów zdrowotnych została ostatecznie wypuszczona z więzienia 19 października 1998 r. 26 lutego 2002 r. Prezydent Johannes Rau ułaskawił ją. Członek RAF, Helmut Pohl, za pierwszy razem został zatrzymany 4 lutego 1974 r. Po wyjściu na wolność 25 września 1979 r., natychmiast powrócił do podziemia. Ponownie zatrzymano go 2 lipca 1984 r. Po ataku choroby w maju 1998 r. Pohl został ostatecznie zwolniony 1 czerwca tego roku. (1997) [29] Eufemistyczne określenie roli, jaką odegrały banki w finansowaniu Hitlera i Partii Nazistowskiej [30] Spezialeinsatzkommando albo SEK, to specjalnie uzbrojona jednostka policji, zorganizowana na poziomie landu. [31] Baader złożył taką ofertę przedstawicielom rządu, którzy spotkali się z nim w więzieniu Stammheim po porwaniu Schleyera. Moncourt i Smith, str. 483. [32] Gdy tylko porwano Schleyera więźniowie zostali umieszczeni w absolutnej izolacji. Nie pozwolono im nawet na kontakt z ich prawnikami. Pełen Zakaz Kontaktów został wówczas prawnie zalegalizowany. Moncourt i Smith, str.479. [33] Porwanie to przeprowadziło komando złożone z członków Rewolucyjnych Komórek i Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (PFLP (EO)). Posunięcie, którego dopuściło się komando podczas przetrzymywania samolotu w Entebbe, polegające na oddzieleniu pasażerów żydowskiego pochodzenia od reszty, zostało uznane za przejaw politycznego upadku. Żydzi mieli zostać zabici jako pierwsi w przypadku nie spełnienia żądań porywaczy. Izraelski atak uratował wszystkich zakładników. Zabici zostali członkowie komanda oraz 47 ugandyjskich żołnierzy. Moncourt i Smith, str.439-41. [34] W 1969 roku, Leila Khaled z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (PFLP) wzięła udział w udanym porwaniu samolotu (TWA), lecącego z Rzymu do Aten, kierując go do Damaszku, gdzie po opuszczeniu pokładu przez pasażerów, maszyna została wysadzona w powietrze. Następnie w 1970 roku, podjęła ona próbę kolejnego porwania, ale została obezwładniona w jego trakcie przez strażników znajdujących się na pokładzie. Pomimo, że Khaled była uzbrojona w ręczne granaty, nie użyła ich, ponieważ obowiązywały ją ścisłe instrukcje, by nie narażać życia cywili. Przetrzymywano ją przez kilka tygodni w angielskim więzieniu, po czym została zwolniona w ramach wymiany więźniów. [35] Jednostka zachodnioniemieckiej grupy "antyterrorystycznej”, która szturmowała samolot pasażerski Lufthansy w Mogadiszu. [36]We wrześniu 1977 r. Japońska Czerwona Armii porwała samolot Japońskich Linii Pasażerskich lecący nad Indiami, zmuszając do jego lądowania w miejscowości Daka w Bangladeszu. To udane porwanie zmusiło władze Japonii do wypuszczenia sześciu więźniów Japońskiej Czerwonej Armii. Tłum:R za:www.germanguerilla.com |
| Zmieniony ( Sobota, 23 Styczeń 2010 18:10 ) |
" Moim zdaniem nie ma obecnie w społeczeństwie życia publicznego, gdyż zakłada ono istnienie świadomych jednostek dysponujących umiejętnością krytycznego myślenia, będących w stanie poddawać rządzących krytycznej ocenie, sprawować nad nimi kontrolę i prowadzić prawdziwą debatę publiczną. Jeżeli istnieje jakiekolwiek życie publiczne, to nosi ono znamiona przywileju, natomiast życie publiczne kształtowane w mediach, ośrodkach manipulacji, organach codziennej produkcji i reprodukcji, de facto je likwiduje. Co do nas, to musimy za każdym razem na nowo powoływać je do życia poprzez dyskusje i działania, po to by przeniknęło do całego społeczeństwa, do obszarów, na których nie istnieje."
Rudi Dutschke
Rudi Dutschke






