Linki

 

An-arche.pl

MA

 



Byliśmy tak niesamowicie konsekwentni... PDF Drukuj Email
Wpisany przez red   
Czwartek, 03 Wrzesień 2009 15:10

 

(Ostatnio opuściliśmy się w zamieszczaniu tekstów historycznych na temat RAF dlatego nadrabiamy tę zaległość publikując pierwszą część tłumaczenia wywiadu z bojownikiem RAF polskiego pochodzenia, Stefanem Wiśniewskim. Tekst jest interesujący nie tylko dlatego, że pokazuje drogę w szeregi organizacji podziemnej oraz streszcza klimat i sposób rozumowania właściwy tamtym czasom, ale również dlatego, że odnaleźć można w nim wpływy ideowe maoizmu i Nowej Lewicy, obecne w politycznej strategii RAF. - Redakcja)

 

Byliśmy tak niesamowicie konsekwentni...

-  rozmowa na temat historii RAF.

 

CZĘŚĆ I

 

wisniewski6kasdw228824g.jpg

 

 Wywiad ze Stefanem Wisniewskim

 

Wywiad został przeprowadzony w 1997 r. przez Petre Groll i Jürgen'a Gottschlicha dla gazety taz.Po raz pierwszy został opublikowany i przetłumaczony na język angielski przez André Moncourt i J. Smith.

 

1977 był rokiem konfrontacji pomiędzy RAF a państwem. Byłeś skupiony na tym, aby wszystkimi siłami uwolnić więźniów, którzy przebywali w zamknięciu już od kilku lat...

 

Stefan Wisniewski: Pierwszą akcją zbrojną RAF było uwolnienie Andreasa Baadera w kwietniu 1970, który wtedy miał za sobą mniej lat spędzonych za kratkami niż tych, które go jeszcze ewentualnie czekały. Akcja była także mniej więcej momentem narodzin RAF.

 

Po czterech czy pięciu latach poprzedzających rok 1977, stwierdzilismy: "To nie może trwać przez kolejny rok" Ulrike Meinhof nie żyła. Holger Meins nie żył. Katharina Hammerschmidt i Siegfried Hausner również już nie żyli. [1]

 

Byłeś tu przetrzymywany przy maksymalnych zabezpieczeniach przez prawie 20 lat, zanim otrzymałeś wyrok dożywotniego więzienia.

 

Pomimo tego, nie machnąłem ręką na rewolucję... Jednak z dzisiejszego punktu widzenia, nasz “niecierpliwy okres” działalności, powinien zostać poddany ponownej ocenie.

 

Jaka jest twoja obecna sytuacja?

 

Więzienie oczywiście nie oferuje żadnej perspektywy, poza faktem ze pozostaje tu zamknięty; jest to naprawdę bezsensowne.

 

Jak wygląda twój kontakt ze światem zewnętrznym, nie licząc styczności z rodziną? W jaki sposób docierają do Ciebie informacje?

 

Przez lata niektóre kontakty między mną a osobami z zewnątrz rozwinęły się, pomimo dzielących nas różnic. Niektórzy, z upływem czasu, przestali się pojawiać, inni wciąż przychodzą; jest to szeroki przekrój ludzi.

Oczywiście wiele z tego, czym zajmują się tam na zewnątrz z trudem mogę sobie wyobrazić: posiadanie dzieci, patrzenie jak się rozwijają i dorastają oraz bawią, wieczną walkę o byt pomiędzy życiem a śmiercią, która toczy się poza murami….

Dużo czytam, przeważnie książki. We wczesnych latach zamknięcia podlegałem zakazowi dostępu do TV, ale to nie miało większego znaczenia i tak nic nie przegapiłem. Z pewnymi wyjątkami, moja poczta jest wciąż monitorowany przez biuro Prokuratora Generalnego - wciąż obowiązuję zarządzenie zezwalające na jego blokowanie. Doświadczam teraz i cierpię z powodu zamknięcia tak samo jak inni więźniowie. Od dwóch miesięcy pracuję, wcześniej przez wszystkie te lata podlegałem zakazowi wykonywania pracy.

 

Czy zawsze starałeś się o to, by umieszczono cię w normalnych warunkach ?

 

Zawsze odrzucałem samo pojęcie normalnych warunków więziennych, ponieważ nie uważam by istniało coś takiego jak normalne warunki, również dla innych więźniów. Zawsze jednak postrzegałem więzienie także jako pewną przestrzeń społeczną w której nie chciałem zostać odizolowany od innych.

 

W przeciwieństwie do Ciebie, RAF zawsze domagała się prawa do stowarzyszania, przebywania razem dla więźniów politycznych, a nie integracji z normalnymi warunkami. [2]

 

Na początku działacze RAF zawsze starali się, by być umieszczonymi razem z innymi. Dążenie to opierało się na marzeniu, by stworzyć więzienny ruch rewolucyjny. Ale duże znaczenie odgrywał fakt, że nałożono na nas, niebywałe warunki izolacyjne. Wtedy ruszyły rozprawy sądowe i musieliśmy skupić się na pokierowaniu nimi w stronę kontekstu politycznego.

Zawsze było i nadal jest uzasadnione żądanie prawa do stowarzyszania, które umożliwia wspólną dyskusję i przezwyciężenie izolacji.Tak wnioskowaliśmy od pierwszego oświadczenia towarzyszącego strajkowi głodowemu, ale nasza linia szybko uległa zmianie. Wszystko zostało oparte na dążeniu do uzyskania statusu więźnia wojennego.

Gdy obraliśmy absolutnie polityczną linię, powiedziałem, "W porządku. Możemy podnosić kwestie polityczne, ale ja także mogę kłaść nacisk na inne sprawy. Jeśli nie udaje nam się stworzyć sojuszu z innymi więźniami tutaj, to jak możemy stworzyć jedność z osobami na zewnątrz? Tutaj ludzie są zamknięci w klatkach i doświadczają systemu takim, jaki jest on w swojej istocie.

Nie trzeba prowadzić akademickich badań, ale z pewnością rozsądnie było by dokonać analizy współczesnego składu społecznego więźniów w nowych więzieniach. Co najmniej połowa z nich to obcokrajowcy, a wielu z nich żyje w lęku przed deportacją do krajów gdzie czekają ich tortury.

 

Czy to jest właśnie kwestia, która doprowadziła do rozłamu miedzy tobą a twoimi towarzyszami?

 

Bynajmniej wolałbym tego nie określać jako rozłam. Zaczęło się w 1981, to był pierwszy proces dotyczący porwania Schleyera.

 

Chwileczkę. Czy od momentu twojego aresztowania w 78 roku nie spędziłeś trzech lat w areszcie zanim rozpoczął się proces?

 

Zanim rozpoczął się ten proces miałem trzy inne. Po moim aresztowaniu, uderzyłem sędziego federalnego w twarz. To było zaraz po mojej ekstradycji z Francji, gdy prowokacyjnie przerwał on rozmowę telefoniczną, którą prowadziłem ze swoim adwokatem. Było to po tym jak dopiero co uniemożliwiono mi rozmowę z innym francuskim adwokatem, który odwiedził mnie w areszcie dzień wcześniej na lotnisku Orly w Paryżu.

 

Twoja ekstradycję przeprowadzono z błyskawiczną szybkością, co być może miało związek z antyniemieckimi uprzedzeniami istniejącymi w tym czasie we Francji i możliwość, że uzyskałbyś azyl...

 

Tak, wszystko odbyło się bardzo szybko, w istocie, tak jak chciała tego policja. Ostatecznie nawet sędzia musiał przyznać, że nie wszystko zostało zrobione poprawnie. Ale do tego czasu to już nie miało znaczenia.

Najważniejsze było to, że mnie mieli. Za uderzenie tego sędziego, dostałem 7 miesięcy, które dodano do mojego 20 letniego wyroku dożywocia. Do tego wszystkiego włączono jeszcze wyrok 6 miesięcy za usiłowanie ucieczki, co uznano za czynnik wskazujący na to, że jestem "szczególnie ciężko winny" (3)

Polityczne przesłanki tego opierały się na tym, że w tamtym okresie mieli bardzo mało przeciwko mnie, więc jeszcze przed rozpoczęciem procesu Schleyera, chcieli dowieść, że jestem szczególnie niebezpieczny.

W każdym razie, w okresie poprzedzającym ten proces byłem przetrzymywany w ukryciu przez trzy lata. Więźniowie planowali strajk głodowy. A ponieważ oczywiste było, że prasa przyjdzie na moja rozprawę, powinienem był mniej więcej na jej początku, odczytać oświadczenie o strajku głodowym.

W tym momencie powiedziałem: "Stop - jeśli rozpoczniemy strajk głodowy podczas całego procesu, debata polityczna skupi się na strajku głodowym". Byłem zainteresowany w pokierowaniu procesem w sposób ofensywny. Chciałem debaty o roku 77.

 


 
                             We Were So Terribly Consistent...

 

 

Pomimo tego więźniowie rozpoczęli strajk głodowy.

 

Znaleźli inny sposób na upublicznienie strajku. Potem stało się to, co musiało się stać. Polityczne pytania na sali sądowej, a także wśród ludzi koncentrowały się coraz bardziej na tym czy więźniowie przeżyją, kto, z kim będzie razem, itd

Na szczęście wielu zwykłych więźniów, z którymi udało mi się porozmawiać, do pewnego stopnia poparło część żądań i dołączyło do strajku głodowego. Ja również uczestniczyłem w nim przez sześć tygodni - z żądaniami, które wysunąłem na podstawie moich własnych doświadczeń.

Sigurd Debus zmarł podczas strajku, który miał na celu uzyskanie prawa do przebywania razem, na skutek tortur spowodowanych przymusowym odżywianiem (4). Później, rzadko miałem na sali sądowej okazje do przekroczenia tradycyjnego rytuału określającego jak mają wyglądać stosunki oskarżonego z arsenałem ochrony państwa.

 

Powszechnie uważa się że twoje drogi z RAF rozeszły się w roku 1981.

 

Wyparcie się i kapitulacja nigdy nie były moją drogą. Szukałem innych możliwości.

 

Stawiając pytanie o więźniów - nasz najsłabszy punkt - jako politycznie najistotniejsze w 77 roku, nie chciałem jako więzień powtarzać tego samego fatalnego błędu.

 

Jednak po tym okresie RAF nadal kontynuowała tę politykę, co przyniosło wiele kolejnych przypadków śmierci.

 

Powinieneś o to zapytać tych, którzy stworzyli i uczestniczyli w strategii frontu antyimperialistycznego.(5) Ja do nich nie należałem. Zrobiłem krok do tyłu, "powrót do korzeni", do wszystkich tych pytań, które niegdyś sprawiły, że byliśmy rozgniewani i bojowi...

 

Jak trafiłeś do RAF?

 

Nim o tym opowiem, najpierw muszę wyjaśnić jak w ogóle znalazłem się w ruchu antyautorytarnym. Urodziłem się i dorastałem w latach 50-ych w małej idyllicznej wiosce Czarny Las. Byłem synem polskiego robotnika przymusowego. Nic szokującego; w Polsce, to byłaby jedna z tysiąca podobnych do siebie historii. Ale mieszkając w tej wiosce, matka wbijała mi do głowy: "Nie mów nic o historii swojego ojca w przeciwnym razie wywołasz same problemy." W miejscowości, mieszkało wielu byłych członków SS i SA oraz ich popleczników, którzy zaliczali się do szanowanych obywateli.

Mój ojciec przeżył zaledwie 8 lat po tym jak poddano go "eksterminacji poprzez pracę", po tym jak alianckie komando uwolniło obóz w którym przebywał. W tym czasie byłem jeszcze dzieckiem a moja siostra była dopiero w drodze. Matka chciała wychować mnie bez nienawiści, ale strategia "milczenia" okazała się nie być dobrym podejściem.

Koniec końców, z różnych powodów, spędziłem krótki okres w Domu Poprawczym dla chłopców z problemami wychowawczymi. Większość znajdujących się tam dzieci pochodziła z najniższych warstw społecznych — wielu kolorowych, dzieci byłych prostytutek, jak również Romów, i nawet chłopiec z polskimi korzeniami.

W Domu Poprawczym wychowywano nas przy pomocy bicia i pogróżek w stylu: "W czasach Hitlera, szybko byśmy się z wami rozprawili". Uciekałem stamtąd siedem razy w ciągu jednego roku i czasami wracałem tylko dzięki burzliwym pogoniom policyjnym.

Kiedy z pomocą mojej matki, miałem to wreszcie za sobą, udałem się do Hamburga, skąd wypłynąłem w morze. Nie było to w żadnym stopniu romantyczne. Dzięki temu dowiedziałem się jak wygląda ubóstwo Trzeciego Świata, gdy w afrykańskich portach, starcy przychodzili wymieniać swoje żony na żywność. Jeśli ktoś nie chciał poniżać się w ten sposób był rzucany rekinom. Po tym wszystkim, przebywałem w Hamburgu imając się dorywczych zajęć i chodząc do szkoły wieczorowej.

 

Ile miałeś wtedy lat?

 

Prawie 20. W każdym z tych momentów, mógłbym obrać zupełnie inny kierunek. Ruch antyautorytarny był dla mnie kluczowy - nowy styl życia, wspólne mieszkanie, Rolling Stones, długie włosy - bardzo mi się to podobało. Wraz z nimi pojawił się socjalizm i inne rewolucyjne teorie, w szczególności zaś poczucie równości, jakie wyłoniło się z buntu.

Zostałem członkiem Czerwonej Pomocy(6) i w rezultacie zaangażowałem się w okupacje domu, Neue Heimat(7) i domu Eckhoffstraßse. Byliśmy bojowi, ale oprócz tego zajmowaliśmy się także pracą społeczną z bezdomnymi i dziećmi w opiece.

Policja i prasa springerowska łączyły się w atakach na nas - byli ludzie, którzy spędzili rok w więzieniu i tylko przez przypadek nie znalazłem się wśród nich. W tamtych czasach, czuliśmy, że naprawdę możemy cos zmienić, nawet jeśli spadek fali 68 roku był od jakiegoś czasu oczywisty, a aparat represji uderzał coraz mocniej i mocniej.

W tym kontekście RAF wydawała się nam godna zaufania, w końcu nasi towarzysze rzucali na szale swoje życie w imię własnych przekonań. Kiedy aresztowano pierwszych działaczy RAF, nastąpiła niesamowita nagonka. Z tego powodu myśleliśmy, że coś w tym musi być skoro tak przeciw nim agitują. Wiele spraw popychało mnie do działania z RAF. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem było udanie się do Berlina.

 

Ja również byłem w Berlinie w 1974 roku na demonstracji zorganizowanej po tym jak zmarł Holger Meins. Doświadczyłem wówczas po raz pierwszy czegoś, co właściwie można określić jako pewien wstrząs. Wielu ludzi miało wtedy podobne doświadczenie, ale tylko kilku z nich dołączyło do RAF.

 

Mogliśmy się tam spotkać. Nigdy nie zapomnę tego jak udałem się wówczas do ośrodka młodzieżowego na Postdamer Strasse. Wszyscy mówili o strajku głodowym. Zmobilizowaliśmy wszystkich od Amnesty International po Brata Alberta, wszystkich, których mogliśmy. Stałem w centrum młodzieżowym na stole, ponieważ nie było podium i wygłosiłem przemówienie.

Nagle ktoś przyszedł i powiedział "Holger nie żyje". Miałem łzy w oczach - i nie byłem wtedy jedyny. Niektórzy ludzie do tego momentu krytyczni wobec RAF natychmiast zaczęli przygotowywać koktajle Mołotowa i poszli w stronę Kudammu.(8)

Czuliśmy, że jeśli oni zaczną zabijać więźniów lub pozwolą im zdychać, to będzie musiało wydarzyć się coś jeszcze. Było jasne, że wszystko, co zrobiłem dotąd dla więźniów okazało się nieskuteczne. Tak dalej być nie mogło. Pomoc przy organizacji pogrzebu Holgera była moją ostatnią legalną akcją polityczną. Dla mnie miarka się przebrała.

 

Zdecydowałeś, aby przyłączyć się do RAF?

 

W tamtym momencie wiedziałem jak dotrzeć do ludzi z Ruchu 2 Czerwca.(9)Jednak albo ktoś zawiódł przy opróżnianiu martwej skrzynki kontaktowej albo ja miałem złe informacje - nigdy nie nawiązałem kontaktu.

 

I może byłoby to dla ciebie bardziej odpowiednie.

 

Ktoś tak kiedyś powiedział, ale historia potoczyła się inaczej.

 

To nie miało większego znaczenia?

 

Ruch 2 Czerwca nie składał się tylko z dzieci robotników i tak samo RAF nie składał się wyłącznie z dzieci burżuazji. W rezultacie nie chciałem być całkowicie przywiązany ani do jednego ani do drugiego. Kiedy mieszkałem w Berlinie, wciąż jeszcze przebywając na powierzchni, odwiedzałem więźniarki z obu tych organizacji. Oczywiście, zachodziły pomiędzy nimi różnice, ale dla mnie to nie miało większego znaczenia. Wówczas, bez względu na to czy odwiedzałem Siepmann z Ruchu 2 Czerwca czy Ingrid Schubert z RAF, to, co było dla mnie najważniejsze to fakt, że był to ktoś z ruchu, kto został zamknięty. Nie chcieliśmy ani nie mogliśmy pozostawić ich samych.

 

Ale oczywiście orientowałeś się w tym, jakie były ich strategie?

 

Oczywiście, znałem obie. Ale - przynajmniej z mojego punktu widzenia - nie były one jeszcze wystarczająco sprawdzone w praktyce. Porwanie Lorenza(10) i okupacja ambasady w Sztokholmie(11) jeszcze się nie zdarzyły.

To byłoby z pewnością interesujące gdyby zbadać dziś, co miało wpływ na zróżnicowanie strategii miejskiej partyzantki. Co do roku 77 musimy patrzeć na izolację RAF od ruchów społecznych i spustoszenie jakie wywołały tamte wydarzenia. Ruch 2 Czerwca, który czerpał siłę i skuteczność ze związków ze swoim zapleczem społecznym, na pewno miał pod tym względem przewagę. Niemniej, gdy ich społeczne oparcie oraz baza uległy stopniowemu oddaleniu lub zwróciły się ku nowym zagadnieniom, niektórzy z nich popełnili błędy, podobne do naszych.

Podobnie, można powiedzieć, że, podczas, gdy Komórki Rewolucyjne i Rote Zora(12) zrewidowały nasze podstawowe słabości i zorganizowały swoje nielegalne struktury w taki sposób, aby "utrzymać rękę na pulsie ruchu masowego" to jednocześnie ich międzynarodowe skrzydło nie uchroniło się przed klęską.(13)

 

We wczesnych latach 70-ych działania RAF były powiązane z wojną w Wietnamie.

 

W ruchu była zgodność, która pozostała po 68 roku, iż jeśli dojdzie do rewolucji to będzie miała ona antyimperialistyczny charakter. Aby mieć jakąkolwiek szansę na sukces u siebie, należało brać pod uwagę ruchy społeczne w Trzecim Świecie. Bez Vietnamu, bez wydarzeń rozgrywających się w Trzecim Świecie, RAF nie stałaby się tym czym była. Inspirowały nas Czarne Pantery i Tupamaros.

 

Pomimo tego szybko zaczęliście koncentrować się na tym jak wydostać ludzi z więzienia.

 

Braliśmy pod uwagę również inne istniejące możliwości i to, co działo się na innych obszarach. Ale zdaliśmy sobie sprawę, że jako stosunkowo niewielka grupa, nie będziemy na tych obszarach skuteczni, jeśli najpierw nie rozwiążemy tej kwestii.

Nasza trzeźwa ocena była taka, że państwo i kapitał zdominowały ówczesną sytuację do tego stopnia, że nie pozostało nic z ruchu, który upadł w latach 67/68. Chcieliśmy użyć kwestii więźniów do ukazania czegoś na temat tego państwa. Jego natury. Jego historii.

 

Przed kim chcieliście obnażyć jego prawdziwą naturę?

 

W przeciwieństwie do grup marksistowsko-leninowskich, nie byliśmy zorientowani na przemysłowy proletariat. Z naszą analizą arystokracji klasy robotniczej w metropoliach systemu, obywaliśmy się już bez tego. Według nas rewolucyjny podmiot nie był określany przez ekonomię. Powiedzieliśmy: "Ktokolwiek walczy, może być rewolucjonistą."

Jednocześnie ujmując dzięki temu sprawy szerzej, zabrakło nam niezbędnej korekty ze strony bazy społecznej. Taką podstawę społeczną posiadały wówczas włoskie Czerwone Brygady, które były zakorzenione w fabrykach.

 

We Włoszech było inaczej?

 

Tak, oczywiście. Irlandia też była odmienna. Niemniej to był kontekst, w którym widzieliśmy samych siebie. Gdybyśmy żyli we Włoszech oczywiście preferowalibyśmy strategię Czerwonych Brygad. Wiele na ten temat powiedzieliśmy w naszych początkowych tekstach. Miał tam miejsce silny opór, co wiązało się z historią tamtejszych Chrześcijańskich Demokratów. U nas jednakże, faszyzm zniszczył wszystko to, co pozostało z ruchu robotniczego. To był inny nadal trwający stan rzeczy, który musiał najpierw zostać przezwyciężony.

Nasza międzynarodowa perspektywa opierała się na idei, że "okrążenie światowego miasta przez światową wieś" doprowadzi do tego, że "Model Niemiecki" rozwinie swoje sprzeczności, dzięki czemu będziemy mogli znaleźć stałą bazę społeczną, aby się na niej wesprzeć.

 

Ale jak zamierzaliście uzasadnić swoją działalność; poprzez sytuacje u siebie czy na bazie ruchu międzynarodowego?

 

W najlepszym wypadku w oparciu o jedno i o drugie. Ale to pytanie nie zostało strategicznie rozwiązane aż do dnia dzisiejszego.

Faktem jest, że żyjemy w metropolii z jej ogromnym bogactwem i przywilejami. W  tym samym czasie w innych krajach panuje niewiarygodne ubóstwo, a perspektywa rewolucyjna jest zupełnie inna. Obecnie do naszego równania musimy dołączyć jeszcze "wyspy Trzeciego Świata" w metropoliach i zubożone regiony Wschodu.

W obu przypadkach rozwiązanie kwestii społecznych jest sprawą przetrwania, co bardziej niż kiedykolwiek dotąd, musi pociągnąć za sobą zniszczenie kontekstu państwa narodowego, a jednocześnie oznacza odrzucenie całego abstrakcyjnego internacjonalizmu. Gdy usytuujesz się w kontekście międzynarodowym, zachodzi duże niebezpieczeństwo utraty społecznego kontaktu i zdolności do krytycznej reakcji, a twoją odpowiedzią na wszelki krytycyzm staje się odniesienie do warunków międzynarodowych.

Tak rozwijały się dyskusje wewnątrz Czerwonej Pomocy w połowie lat 70-ych w środowisku Kreuzberga, gdzie wówczas mieszkałem. Czasami musieliśmy poradzić się w tych sprawach towarzyszy z Berlina. Znałem wówczas Czerwoną Pomoc w Hamburgu. Oni mieli inne pomysły. Nawet, jeśli nie udało im się ich osiągnąć, to były one połączone z ideami społecznej utopii.

Obecnie moje doświadczenie jest takie, że jedyne grupy, zainteresowane kontaktem z więźniami pochodzą z prawicowych organizacji, które mają nadzieję rozwinąć tutaj swój rasistowski potencjał. Zetknąłem się z nimi wiele razy w innych więzieniach. Ruch po prostu porzucił ten teren. Nawiasem mówiąc, „taz” także go opuścił. Kiedyś mieli więzienną stronę.

 

Nie zaprzeczamy temu. To była konstruktywna praca i dziś też mogłaby taka być. W tamtych czasach zawsze mieliśmy wrażenie, że ci, którzy mówili o sobie jako o awangardzie nie poruszali tematów, które nas interesowały.

 

Dochodziło do dyskusji, na tyle, na ile wymiana opinii z naszymi towarzyszami na powierzchni była możliwa, jednak jak powszechnie wiadomo te tematy nie zostały włączone do naszej praktyki. Jeśli o to chodzi muszę zająć bardziej samokrytyczne stanowisko: niektórzy z więźniów i Ci w Komitetach przeciwko Torturom (15) mieli niezwykle moralistyczne nastawienie do kwestii więźniów, w efekcie na pewno zniechęciliśmy wielu ludzi na lewicy, którzy solidaryzowali się z nami, ale równocześnie pozostawali krytyczni. Peter Bruckner (16) i inni zostali zlekceważeni. Było mnóstwo rzeczy, które były odpychające i powinny zostać przemyślane na nowo.

Niemniej, działo się to niedługo po podpaleniu u Schneidera, następował jednocześnie spadek fali 68-go roku – podobnie mieliśmy do czynienia z masowym zanikiem solidarności. To się później zemściło.

Ci, którzy zignorował warunki, w jakich przebywali więźniowie w oddziałach więziennych z izolatkami oraz nie poczuwali się do żadnej odpowiedzialności np. poprzez swoje własne niezależne stanowisko, nie powinni dziwić się potem, iż pytanie o więźniów powróciło podczas jesieni 77, w militarnym wymiarze.

Od tego momentu cała sytuacja była dla nas nowa. Wpływał na nas upadek rewolty 68 roku. Chcieliśmy kontynuować rewolucyjny bunt społeczny i antyimperialistyczne idee, ale od dłuższego czasu nie rozumieliśmy potencjału, jaki niosą w sobie nowe ruchy społeczne.

Od dłuższego czasu, nie docenialiśmy znaczenia ruchu antynuklearnego i pozostałych, identyfikując je tylko przez pryzmat ich bojowości przeciwko państwu. Kolejne szkody wyrządził brak dialogu z ruchami kobiecymi. Nie chce o tym ciągle mówić.

Nawet, gdy weszliśmy w fazę zanurzenia się bezpośrednio w tych nowych ruchach społecznych, co niekoniecznie było najrozsądniejszą rzeczą, jaką można było zrobić, to i tak pozostawała kwestia więźniów. Tkwili oni, w więziennych skrzydłach bezpieczeństwa, pogrzebani na niewyobrażalną ilość czasu, jako rezultat historii jednolitego ruchu. Chcieliśmy mieć więźniów na zewnątrz i skupialiśmy kwestię władzy wokół tego problemu.

 

Czy nie chodzi tu o przypadek, gdy RAF zażądała uwolnienia więźniów po zajęciu niemieckiej ambasady w Sztokholmie?

 

Bezpośrednim rezultatem komplikacji, jakie wyniknęły w Sztokholmie był wniosek, że musimy przeprowadzać nasze działania z większą dokładnością.

 

Czy pomysł porwania Schleyera był bezpośrednim wynikiem uznania przez was niepowodzenia akcji w Sztokholmie?

 

Mieliśmy złe podejście. Oto, jakie były efekty: czterech zabitych, dwóch po każdej stronie, nikt nie wyszedł z tego cało. Przeciwnie, sprawy nabrały jeszcze większej intensywności. (Chodzi o zajęcie ambasady RFN w Sztokholmie)

 

Doszliście do wniosku, że okupacja ambasady nie wystarczyła do tego, aby zmusić państwo do wypuszczenia więźniów?

 

Że nie mogła tego wymusić, że musimy stworzyć sytuację polityczną, w której odmowa będzie dla nich niekorzystna.

 

Czy na tym etapie rozmawialiście już konkretnie o osobie Schleyera?

 

Nie, nie, to nie działo się tak szybko. Nie myśl, że jedna akcja następuje po prostu po drugiej. Zanim zszedłem do podziemia, ja także miałem zupełnie inne wyobrażenie tego, czym była RAF oraz tego, co było możliwe do zrobienia.

Zanim zszedłem do podziemia znałem mnóstwo ludzi, którzy zawsze mówili o tym jak zamierzają wesprzeć RAF. Gdy sam znalazłem się w podziemiu, musiałem przyznać, że nie wyglądało to wcale w tak prosty sposób. Po wypadkach w Sztokholmie, pozostałem praktycznie z niczym. Wciąż miałem kilka marek i dwa pistolety, które jednak nie działały jak należy.

 Biorąc pod uwagę to jak prezentował sam siebie w wywiadach i podczas publicznych wystąpień, to Schleyer działał jak magnez. To był oczywisty wniosek. Jakkolwiek, były także inne pomysły. Rozważaliśmy na przykład Filbingera, Prezydenta Badenii-Wirtembergii. Filbinger, w przeszłości był nazistowskim sędzią marynarki wojennej (18), fakt ten publicznie nie był znany. To co było o nim wiadomo to, że po okresie rządów nazistów, praktycznie bez żadnej przerwy, stał się prezydentem.

Szybko zorientowaliśmy się, że w jego przypadku musielibyśmy szturmować cały Landtag (19) Oczywiście, to go wykluczyło. Cały czas była możliwość skupienia się na Schleyerze.

 

Wtedy zaczęliście planować porwanie?

 

Nie, w tym momencie nie było jeszcze planu działania. Wciąż się zastanawialiśmy.

 

Kiedy to było?

 

To było zaraz po wydarzeniach w Sztokholmie. Grupa wciąż pozostawała nieodbudowana. Wówczas doszło do połączenia się dwóch grup, które wcześniej nie określały się jako RAF.

Nadal nie było konkretnego planu, ale istniał pewien kierunek. Inaczej niż w Sztokholmie, chcieliśmy użyć porwanej osoby do ukazania jasno, dlaczego do niego doszło, skąd się wzięliśmy i o co walczymy.

 

Czy uznaliście, że w przypadku Schleyera, Schmidt nie będzie w stanie utrzymać twardej linii i zostanie zmuszony, aby dokonać wymiany?

 

Nie, nie wybiegaliśmy aż tak daleko do przodu. Przede wszystkim widzieliśmy, że Schleyer uosabia wszystko to, przeciw czemu my, cała lewica, buntowaliśmy się.

Bardzo dobrze pamiętam historie o Schleyerze w magazynie Stern w 1974 roku.

Jego przedmiotem była nie tylko nazistowska przeszłość Schleyera, ale przede wszystkim groteskowy sposób w jaki rozumiał on swoją późniejszą karierę - jego awans jako człowieka BDI i BDA (20) i politycznego lidera reprezentującego kapitał - jako kompletnie niczym niezakłócone, wspinanie się na sam szczyt (drabiny społecznej - przyp. tłum.) Otwarcie się tym przechwalał. Wybranie go nie było przejawem żadnego szczególnego geniuszu.

 

Ale wtedy nie mówiliście, że porwaliście Schleyera w celu zwrócenia uwagi na ciągłość faszyzmu (faszystowskich elit - przy. tłum.) w RFN. We Włoszech dochodziło do bardziej czytelnych działań: Czerwone Brygady starały się interweniować w bieżące walki robotnicze. Porywali menadżera i podczas wyjścia jednej zmiany, pozostawiali go, przed wejściem fabryki ze spodniami spuszczonymi do kostek. To mówiło samo za siebie.

 

Zawsze twierdziliśmy, że najlepszymi działaniami są te, które przemawiają do nas samych. W każdym razie, w przypadku Schleyera, rozwlekłe oświadczenie nie było konieczne, aby wyjaśnić, dlaczego wybraliśmy jego, a nie innego przedstawiciela klasy rządzącej.

Podobna do tego, co wydarzyło się we Włoszech, była akcja przeprowadzona w Argentynie w 1975 roku przez Monteneros, którzy porwali przedstawiciela Daimler-Benz. Zażądali przywrócenia do pracy zwolnionych robotników i podwyżki płac. Sądzę, że podczas negocjacji, wyglądało to podobnie jak w przypadku Schleyera. Ale nie da się tak łatwo przenieść danego działanie z jednej sytuacji w drugą. Wystarczy popatrzeć na różnice płacowe pomiędzy robotnikami Daimlera w Stuttgarcie i w Buenos Aires.

W każdym bądź razie w tamtym okresie nie braliśmy pod uwagę takich działań. Wąskie skupienie się na wymianie więźniów było rezultatem położenia przez nas zdecydowanego nacisku na kwestie uwięzionych, co doprowadziło nas do roku 77.

 

Wyjdźmy poza twoje spojrzenie na 1977 - zanim porwaliście Schleyera, był przecież atak na Bubacka i morderstwo Ponto.

 

Buback był naczelnym "łowcą terrorystów" i odpowiadał za traktowanie więźniów.

Jeśli chodziło o nas to był on odpowiedzialny za śmierć Siegfrieda Hausnera, zezwalając na przetransportowanie go ze Sztokholmu, pomimo, że doznane obrażenia, zagrażały jego życiu.(22) Obciążaliśmy go również odpowiedzialnością za martwe skrzydło i warunki więzienne, w jakich przebywała Ulrike Meinhof.(23) Chcieliśmy postawić pewne granice.

 

Czy to prawda, że jak twierdzi w każdym bądź razie Peter-Jurgen Boock, pozostawaliście pod ekstremalnym naciskiem ze strony więźniów w Stammheim?

 

Nie mam ochoty na komentowanie każdej historii Boocka. Można do niego odnieść to, co powiedział Regis Debray na temat ruchów partyzanckich w Ameryce Łacińskiej, w swojej książce "arms critiqe": „Najlepsi militaryści stają się największymi odszczepieńcami.”

Podczas gdy Boock niczym tańczący niedźwiedź stepuje poprzez różne talkshowy, inni, jak Brigitte Mohnhaupt, która pozostaje w zamknięciu bawarskiego więzienia, nie mają absolutnie żadnej szansy na zwolnienie.(24)

 

Masz szansę wyrazić swoje zdanie. Czy wywierano na was w tamtym czasie presję?

 

Rzecz polega na tym, że to pytanie może być w pełni zaadresowane tylko, jeśli wszyscy więźniowie mieliby możliwość się wypowiedzieć.

Boock zawsze odnosi się do domniemanej lub rzeczywistej korespondencji z więźniami Stamhheim, o której, prócz niego, przypuszczalnie wie coś, Brigitte Mohnhaupt. Co mogę na ten temat powiedzieć? Z pewnością, więźniowie bardzo chcieli wydostać się na zewnątrz i to uczucie walenia głową w mur, w końcu zna każdy więzień. Jedyne pytanie dotyczy tego, jakie możliwości dla osiągnięcia tego celu dają się moralnie i politycznie obronić.

 

Koniec części pierwszej.

 Całość wywiadu w języku angielskim znajdziesz pod adresem:

http://www.germanguerilla.com/

 

 PRZYPISY:

 

(1)  Więzień RAF Ulrike Meinhof została znaleziona martwa w swojej celi więziennej 9 maja 1976 r. Pomimo że państwo twierdziło, że popełniła samobójstwo, wielu obserwatorów podejrzewało, że została zamordowana. Więzień RAF Holger Meins zmarł  9 listopada 1976 r., wskutek strajku głodowego.Więzień RAF Katharina Hammerschmidt, która chorowała na raka, zmarła 2 czerwca 1975 r.,z powodu niedostatecznej opieki medycznej. Siegfried Hausner, członek RAF, ciężko ranny podczas odbicia amabasdy RFN w Sztokholmie, zmarł po tym jak Prokurator Generalny zarządził przeniesienie go ze szpitala do Stammheim w dniu 5 maja 1975 r.

 

(2) Podczas pierwszego i drugiego strajku głodowego więźniów RAF w 1973 r. zażądali oni zakończenia izolacji i prawa do integracji z resztą więźniów. Jednakże, zanim doszło do trzeciego strajku (wrzesień 1974 - luty 1975) zmienili oni swoje żądanie, domagając się tylko prawa do stowarzyszenia z innymi więźniami politycznymi. W 1976 r. więźniowie upomnieli się także o przyznanie im statusu jeńców wojennych, dążąc do tego bu zostać objętymi ochroną przez Konwencje Genewską. Więcej na ten temat znajdziesz w książce: André Moncourt and J. Smith, The Red Army Faction, A Documentary History, Volume 1: Projectiles for the People (Montreal and Oakland: Kersplebedeb and PM Press, 2009), 253-55 and 455-56.

 

(3) Jak mówi nam Wikipedia, Wiśniewski poradził sobie ze zdobyciem noża i nożyczek, których użył by obezwładnić strażnika. Niestety, został zauważony gdy wychodził z więzienia, i ponownie go schwytano. Gdy umieszczono go ponownie w jego celi udało mu się uderzyć naczelnika więzienia skarpetą wypełnioną bateriami.

 

(4) 16 kwietnia 1981r. więzień polityczny Sigurd Debus zmarł w wyniku krwotoku mózgowego, ponieważ był przymusowo odżywiany. Debus nie uważał się za członka RAF. Był niezależnym maoistą z Hamburga, który dokonał napadów na banki, aby zgromadzić fundusze na działalność partyzancką. Podobnie jak wielu innych więźniów politycznych, uczestniczył on w strajkach głodowych RAF.

 

(5) Chodzi tu o odniesienie do strategii przedstawionej przez RAF w 1982 r. w tzw. "Dokumencie Majowym" zatytułowanym Guerilla, Opór i Front Antyimperialistyczny. Tekst ten ukaże się w drugim tomie The Red Army Faction, a Documentary History: Dancing with Imperialism: One Step Forward, Two Steps Back. W sieci można znaleźć go pod adresem:

http://www.germanguerilla.com/red-army-faction/documents/82_05.html

 

(6) Czerwona Pomoc była siecią wsparcia więźniów, która u swych początków wyrosła ze skrzydła antyautorytarnego Opozycji Pozaparlamentarnej. W połowie lat 70-ych główna sieć Czerwonej Pomocy została opanowana przez maoistowską KPD/ML(Marksistowsko-Leninowską Komunistyczną Partię Niemiec), podczas gdy konkurencyjna KPD/AO (Aufbau Organization) założyła oddzielną "Czerwoną Pomoc- zarejestrowane stowarzyszenie" (“Red Aid registered association”)

 

(7) Neue Heimat (Nowa Ojczyzna) była nieruchomością w Hamburgu, należącą do przedsiębiorstwa, uczestniczącego w intensywnym projekcie gentryfikacji, który groził doprowadzeniem do ruiny hamburskiej dzielnicy Hohenfelde. Okupacja domu Neue Heimat na Eckhoffstraßse była centralnym punktem oporu wobec tego planu i początkowo cieszyła się popularnością w całej dzielnicy. Jednakże, to poparcie zostało zniszczone przez policyjną kampanię nękania, które zakończyło się 23 maja 1973 r. gdy siły policji dokonały rajdu, wysyłając 600 gliniarzy oraz jednostkę do zadań specjalnych, uzbrojoną w karabiny maszynowe. Siły te napadły na dom, aresztując ponad 70 dzikich lokatorów, z których wielu zostało zatrzymanych pod zarzutami z Paragrafu 129 (“ członkostwo lub poparcie organizacji przestępczej ”). Wydarzenia wokół Eckhoffstraßse stanowiły znaczący punkt zwrotny w działaniach politycznych radykalnej lewicy Hamburga, a  Wisniewski nie był jedynym squotersem z Eckhoffstraßse, który przeszedł w szeregi RAF. Geronimo, Feuer und Flamme: Zur Geschichte der Autonomen. (Berlin: id-Archiv, 1990). Angielskie tłumaczenie tej książki ma zostać wydane przez Wydawnictwo pm w 2009.

 

 (8) Kufürstendamm - główna ulica Zachodniego Berlina.

 

(9) Działający w Berlinie Zachodnim, Ruch 2 Czerwca, z jego korzeniami tkwiącymi w kontrkulturowych komunach, został założony w styczniu 1972 r. przez członków kilku wcześniej już istniejących grup partyzanckich. Podczas gdy RAF prezentowała się jako marksiści-leniniści, opierając swoją politykę na teorii awangardy, wypowiadając się przy tym w serii przydługich dokumentów stylizowanych na manifesty, to Ruch 2 Czerwca miał zwięzły program, wydany krótko po sformowaniu grupy, a to co proponował było bliższe anarchizmowi, antyautorytarne i odwołujące się w swej istocie do zwykłych ludzi. Ten populizm i poczucie humoru, jaki R2C wniósł do swych działań politycznych, w porównaniu z wielką gorliwością, jaka często charakteryzowała podejście RAF, został prawdopodobnie najlepiej wyrażony w napadzie na bank w 1975 roku. Otóż w momencie napadu członkowie R2C rozdawali wypieki, przebywającym wówczas w środku klientom i pracownikom, podczas gdy opróżniane były kasy banku.

 

(10) 27 lutego 1975 r., Ruch 2 Czerwca, porwał kandydata na burmistrza Berlina Zachodniego,  Petera Lorenza, żądając, by państwo wypuściło sześciu więźniów politycznych z RAF i Ruchu 2C.Po czterech dniach negocjacji, żądania porywaczy zostały spełnione. Pięciu z więźniów odleciało do do Południowego Jemenu, skąd wrócili do działalności w zachodnioniemieckim podziemiu. Jeden z nich odmówił jednak udziału w tej wymianie, ponieważ zerwał z działalnością partyzancką.  Moncourt i Smith, 528 - 31.

 

(11) 25 kwietnia 1975 r., Komando RAF, imienia Holgera Meinsa, zajęło zachodnioniemiecką ambasadę w Sztokholmie, biorąc jako zakładników dwunastu ludzi. Komando dokonało egzekucji attaché wojskowego, Andreasa von Mirbacha oraz  attaché gospodarczego, Heinza Hillegaarta. Okupacja zakończyła się gdy doszło do eksplozji materiałów wybuchowych zamontowanych przez partyzantów. Ulrich Wessel, członek RAF, zginął na miejscu, podczas gdy inny działacz RAF, Siegfried Hausner zmarł z powodu odniesionych obrażeń, kilka dni później, zaraz po tym jak władze zdecydowały się przetransportować go ze szpitala do więzienie Stammheim. Moncourt i Smith, 532 - 35.

 
(12) Komórki Rewolucyjne były prawdopodobnie najbardziej najbardziej płodną i spójną za wszystkich grup partyzanckich w RFN. Składające się z osób żyjących „na powierzchni” i zakorzenionych w masowych ruchach tamtego okresu, skrzydło krajowe funkcjonowało,w taki sposób, by za pośrednictwem działań zbrojnych, dać wyraz szerszym kampaniom ruchu lewicowego.Praktycznie niemożliwe jest stwierdzenie, ile akcji zostało przeprowadzonych przez jego bojowników na przestrzeni dwudziestu lat, jednak liczba około setki wydaje się być rozsądnym wyliczeniem.Grupa wydała z siebie również swoje międzynarodowe skrzydło, które wzbudziło wiele kontrowersji oraz kobiecą grupą partyzancką Rote Zora, która była co prawda autonomiczna, lecz ideologicznie i strukturalnie powiązana z Komórkami.

 

(13) “Międzynarodowe skrzydło” Rewolucyjnych Komórek brało udział w kilku kontrowersyjnych  i zdecydowanie nieudanych, operacjach, przygotowanych we współpracy z LFWP (EO) — niewielkim odłamem, który wyłonił się z LFWP — oraz wenezuelskim awanturnikiem Carlosem. Więcej na ten temat znajdziesz: Moncourt i Smith, 438 - 41.

 

(14) Znana dzielnica Berlina,  gdzie - niegdyś i obecnie - rozwijał się lewicowy ruch młodzieżowy.

 

(15) Między 1973 a 1975 rokiem najważniejsze grupy wspierające więźniów RAF, tworzyły Komitety Przeciwko Torturom. Niektóre osoby należące do Komitetów pod wpływem własnej determinacji zdecydowały się dołączyć do RAF.

 

(16) Peter Brückner był lewicowym psychologiem luźno związanym ze Szkołą Frankfurcką. W 1972 r. został zawieszony na swoim stanowisku na Politechnice w Hannoverze z powodu rzekomego wsparcia materialnego użyczanego RAF (najprawdopodobniej chodziło o udzielanie schronienia). W 1978 r. zawieszono go po raz kolejny ze względu na zajęcie publicznego stanowiska w sprawie represyjnej atmosfery wywołanej przez państwo. Gdy zginął w 1982 r. był wciąż w fazie odwoływania się od swojego zawieszenia. Moncourt i Smith, 460.

 

 (17) Odniesienie do wydarzeń z 2 kwietnia 1968 r., kiedy to we frankfurckich domach towarowych Schneider i Kaufhof, podłożone zostały materiały zapalające. Dokonali tego między innymi  późniejsi założyciele RAF, Andreas Baader i Gudrun Ensslin.

 

(18) Kilka tygodni po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej, podczas gdy siedział w alianckim obozie dla internowanych, Filbinger jako sędzia zdolny do wydawania wyroków prawnych, skazał na śmierć marynarza który powiedział do oficera "nazistowska świnia". Gdy w 1978 r wyszło to na jaw, już jako polityk CDU, początkowo zaprzeczył oskarżeniom, zarzucając osobom, które przytoczyły ten fakt, sympatię dla terrorystów. W końcu jednak przyznał, że to prawda, upierał się jednak, że to " Co było słuszne w Trzeciej Rzeszy nie musi być od razu niesłuszne dzisiaj"  Moncourt i Smith, 532.

 

(19) Prowincjonalny parlament

 

(20) (Bundesverband der Deutschen Industrie - BDI) Federalny Związek Przemysłu Niemieckiego - potężna grupa nacisku reprezentująca interesy największych zachodnioniemieckich przemysłowców. ( Bundesvereinigung der Deutschen Arbeitgeber - BDA) Federalny Związek Pracodawców Niemieckich - potężna i wpływowa grupa reprezentująca największych pracodawców niemieckich.

 

(21) Montoneros byli lewicową, argentyńską grupą partyzancką związaną z ruchem peronistycznym. Aktywna w latach 60-ych i 70-ych, grupa została rozbita w roku 1974 i zdziesiątkowana w następnych latach tej samej dekady.

 

(22) Siegfried Hausner, który został poważnie ranny podczas akcji wzięcia zakładników w  ambasadzie w Sztokholmie, został przeniesiony helikopterem ze szpitala do więzienia Stammheim, pomimo sprzeciwu szwedzkich i zachodnioniemieckich lekarzy. Wkrótce po tym umarł. Moncourt i Smith, 334.
 
 
(23) Ulrike Meinhof była przetrzymywana w ścisłej izolacji (tzw." skrzydło śmierci") i poddana torturze deprywacji sensorycznej (odcięcie wszelkich bodźców zewnętrznych, nawet dźwiękowych - przyp.tłum.) przez okres roku, po tym jak została schwytana. Moncourt and Smith, str. 239-40 i 271-73.

 

(24) Brigitte Mohnhaupt została zwolniona w 2007 roku, po dwudziesty pięciu latach spędzonych w więzieniu. Byla ona najdłużej przetrzymywaną współcześnie kobietą w niemieckim więzieniu


Zmieniony ( Sobota, 23 Styczeń 2010 18:10 )
 
"Pojawia się pytanie, czy terroryzm w formie, jaką przyjmuje on w Niemczech, a także na całym świecie, jest produktem umysłu sprawców (...), czy też odzwierciedleniem pewnych procesów społecznych zachodzących w świecie zachodnim, i w tym sensie ukazuje obiektywnie istniejące problemy. To bardzo ważne gdyż od odpowiedzi na nie zależy decyzja, kto w pierwszym rzędzie ma zwalczać terroryzm, policja czy politycy. Moim zdaniem politycy - tam gdzie dotyczy to zmiany warunków, w jakich dochodzi do rodzenia się terroryzmu... I wówczas nie pomaga walenie po głowach lub, jak żąda wielu, strącanie głów, lecz oddziaływanie na przyczyny historyczne i normy prawne."

Horst Herold (szef Federalnego Urzędu Kryminalnego odpowiedzialnego za ściganie RAF)

bottom