Linki

 

An-arche.pl

MA

 



Marchwicki - Akt negatywny (o rewolucyjnej przemocy) PDF Drukuj Email
Wpisany przez red   
Poniedziałek, 01 Marzec 2010 15:20

 

Julian Marchwicki

Akt negatywny

 

 
Mao stwierdza: komunizm nie jest miłością, ale młotem którego używa się by zmiażdżyć wroga. Teoretyzowanie młotem nie boi się przekroczyć granicy między teorią a terrorem, granicy która dla "pacyfistycznych", "moralnych" komunistów nie daje się poddać transgresji. Moralność jest dla nich barierą która wyklucza rewolucję, wyrazem kalekiego niezdecydowania. Niechęć do przemocy rewolucyjnej jest zalążkiem reformizmu. Jak pisał Heraklit: droga w górę, droga w dół - jedno i to samo. Nie da się zarysować dialektycznej różnicy między niszczeniem a tworzeniem, mimo to jednak, teoretycznie i praktycznie, podział ten jest wyraźny. Moralność rewolucjonisty musi być co najmniej makiaweliczna, a najlepiej żeby to była anty-moralność nihilisty. W przeciwnym wypadku mamy do czynienia z tchórzliwym zwolennikiem reform. Przysłowie mówi: nie można zrobić omletu nie rozbijając jajek. Ci którzy nie są w stanie zaakceptować tej ludowej prawdy, którzy wstydzą się przemocy rewolucyjnej, uznają ją za zbędną czy choćby drugorzędną, są przeciwnikami rewolucji. Przemoc rewolucyjna jest nie tylko warunkiem sine qua non rewolucji; przemoc rewolucyjna jest rewolucją.

Różnica między zwolennikiem a przeciwnikiem przemocy rewolucyjnej nie jest abstrakcyjna. Wszelkie cechy reformizmu nie są defektami logicznymi czy dialektycznymi, ale przejawami mieszczańskiej, filisterskiej klasowości. Sięgają one głęboko, do miejsca gdzie ekonomia polityczna staje się psychiką ekonomiczną - strukturą umysłową handlarza, widoczną nawet spod maski rewolucjonisty.

Rewolucja jest zaprzeczeniem tego co istnieje na rzecz tego, co może być; stanowi koherentny, brutalny atak na całość panujących stosunków produkcji i całej kultury na ich bazie wyrosłej. Znosi istniejące prawo, sztukę, naukę, moralność, religię, seksualność et cetera, ale nie same w sobie, ale jako elementy integralnej całości, w jednolitym akcie niezgody na rzeczywistość, która ogranicza, by zacytować konstytucję Demokratycznej Kampuczy, święte i fundamentalne pragnienia ludu.

Mao ma rację, kiedy nawołuje: najpierw niszczyć! Ale w tym rewolucyjnym okrzyku kryje się zarzewie kontrrewolucji: skromne słówko "najpierw". Cóż to znaczy? Interpretować można to chyba tylko w ten sposób, że niszczenie jest zaledwie pierwszą fazą rewolucji, drugą zaś ma być tworzenie. Takie myślenie jest jednak podwójnie błędne. Po pierwsze, psuje ono jednolitość rewolucyjnej praxis, która w rewolucji i tylko w rewolucji widzi kulminację całej marksistowskiej teorii, przy czym samą rewolucję również rozumie się jako niepodzielny i nieustanny proces. Po drugie, słowo "najpierw" sugeruje, że po zniszczeniu burżuazyjnych treści, w tych samych formach będzie się tworzyć treści proletariackie. To również jest błędne. Marksizm nie jest bowiem jednostronnym sprzeciwem wobec konsekwencji, ale całościowym sprzeciwem wobec założeń. W królestwie wolności nie ma miejsca na syntaksę opresyjnych form, niezależnie od tego jakiej treści retoryką miałyby one być wypełnione.

Dochodząc do sedna sprawy musimy uznać rewolucję za całościowy akt negatywny - co być może wiąże się z uznaniem samej formy aktu negatywnego za przynajmniej zawierającą w sobie cząstkowy projekt rewolucji. Cóż to jest akt negatywny? Obalenie istniejącej koncepcji które obywa się bez przedstawienia alternatywy. Antyteza.

Takie podejście stało się w zasadzie jedyną drogą w sztuce awangardowej, od czasów kiedy sztuka jako taka umarła. Obrazy Malewicza czy mniej znanego Alphonse'a Allais, objets trouvés Duchampa i merz Kurta Schwittersa, a w muzyce nurt konkretny i noise'owy, zarówno amatorski, od noise rocka po onkyokei, jak i akademicki, wyraźny m.in. u Varèsego czy Xenakisa i osiągający swoje spełnienie w słynnej kompozycji 4'33'' Johna Cage'a.

Tradycja aktu negatywnego w sztuce jest niezwykle bogata, ale również w polityce nie jest on zjawiskiem obcym. Jest on widoczny u Marksa i Bakunina (który nazywa go duchem zniszczenia), szczególnie zaś wyraźnie przejawia się u rosyjskich nihilistów: Pisarewa, Nieczajewa, Krawczyńskiego et consortes - stamtąd ideę aktu negatywnego zaczerpnął Lenin. Koncepcję tę można śledzić zagłębiając się dalej w przeszłość, aż do czasów gdy postulaty polityczne wyrażano jeszcze językiem religii - wtedy znajdziemy ją np. u wspólnoty Braci Wolnego Ducha. Także w czasach nam najbliższych widać polityczne przejawy fascynacji aktem negatywnym. Do tego dziedzictwa mniej lub bardziej nieświadomie odwoływali się praktycy terroru indywidualnego z Czerwonych Brygad i RAF, a teoretycznie tę ideę wyraża dziś na przykład Zerzan, a bardziej świadomie również Limonow. Jego zjadliwa nienawiść do całości mieszczańskiego życia i zrozumienie istoty rewolucji jako celu samego w sobie uwieńczyły się w haśle: niech żyje śmierć! Okrzyk ten ma być najwyższym przejawem afirmacji życia. Świadomie bądź nie, Limonow nawiązał tutaj do Stalina, który napisał: życie jest wszechwładne i zawsze zwycięża.

Zwycięstwo życia opiera się na powszechności śmierci. Śmierć jest narzędziem życia, narzędziem które wprowadza ruch, kreuje rozwój. Stare ustępuje by zrobić miejsce nowemu. Odchodzą stare idee i sposoby produkcji, stare przesądy i prawa. Socjalizm urzeczywistnił się zrywając z utopijnością, a zrobił to przyjmując dialektykę. Ale nie wystarczy zrozumieć dialektykę by myśleć rewolucyjnie - trzeba też uznać antytezę za etap który zapewnia moment pędu całemu cyklowi dialektycznemu. Należy uznać takie pojęcia jak "brak", "różnica", "minus", "pustka", "śmierć" czy "zero" za swego rodzaju nośniki wszelkiego życia - przy czym za prawdziwe przeciwieństwo życia trzeba uznać bezruch. Trzeba zrozumieć, że Michał Anioł nie stworzyłby Dawida, nie niszcząc tym samym surowej bryły marmuru. Przez to zrozumienie odwołujemy się do drogi dużo starszej niż mentalność gromadzenia jaka zapanowała wraz z rozwojem stosunków towarowych. Złoty wiek ludzkości, jeśli istniał, opierał się na psychologii ubytku, przez Bataille'a nazwanego ofiarą, a jeszcze przez innych mianem daru.

Akt negatywny domaga się uznania siebie za istotę i niezbędny warunek wszelkiej rewolucji, a rewolucja chce widzieć w sobie prawdziwą treść i formę życia. Tylko takie życie może zapewnić prawdziwe bogactwo, przeciwieństwo nędzy społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji.

Co robić? Rewolucję uznać za nieustanny proces zwycięstwa nowego nad starym, żywego nad martwym, ruchomego nad statycznym. Niszczyć!
 
 
 Źródło:
 
http://www.1917.vizz.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=362&Itemid=42
 
 
 
Zmieniony ( Poniedziałek, 01 Marzec 2010 15:31 )
 

"Terroryzm jest niszczeniem środków zaopatrzeniowych, a więc zapór na rzekach, wodociągów, szpitali, elektrowni. Tego właśnie, na co od 1965 systematycznie nacelowane były amerykańskie ataki bombowe w Wietnamie Północnym. Terroryzm posługuje się strachem tłumów. Miejska partyzantka natomiast wnosi strach do aparatu. Akcje miejskiej partyzantki nigdy nie są skierowane przeciwko ludowi. To są zawsze akcje przeciwko imperialistycznemu aparatowi. Miejska partyzantka zwalcza terroryzm państwa."


Ulrike Meinhof

bottom