|
Ciechanowicz - Ratyński - korespondencja... Korespondencja pomiędzy Piotrem Ratyńskim (trójmiejskie LFW) a Romanem Ciechanowiczem (grudziądzkie LFW). Ratyński pisze w okresie gdy przebywa w areszcie, schwytany po akcji na ambasade Izraela (91 r.) .Natomiast list Ciechanowicza z dużo późniejszego 1995 roku. Piotr przebywa już wówczas od dawna na wolności wydając własne pismo pt: "Wybór Polityczny". Listy są próba podsumowania własnej działalności i odnalezienia się w rzeczywistości która okazała się rozczarowująca. Dodatkowo zamieszczamy epitafium Romka i jego nieliczne zdjęcia udostępnione nam przez jego dawnych towarzyszy.
Roman!
Jestem ci niezmiernie wdzięczny za to,że przyjechałeś na moją rozprawę sądową.Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo jest mi to potrzebne.Nie mogę się pogodzić z tym,że Fafa i ten drugi chłopak (niski) wprost bali się zetknąć z moim wzrokiem.Zupełnie jakbym był trendowaty.Mają do mnie pretensję? Boże, za to,że pozostałem wierny temu,co było dla nas absolutnie wszystkim,zupełnie niedawno?
Kiedy widzę jak wielkie spustoszenie wśród nas uczynił miniony okres,jak stopniowo wszyscy się wykruszają,to odechciewa mi się żyć.Staram się unikać myśli na ten temat.Odprężyć się.Nie jest mi jednak łatwo. Całymi nocami leżę na plecach z otwartymi oczami i toczę wewnętrzny dialog.Setki ważnych i nieważnych żeczy mówię tysiącom ludzi. Znajomych i nieznajomych. Sprawa w Gdańsku załamała we mnie wiarę w człowieczeństwo.Może nie tak do końca,ale trudno mi będzie o utraconą dziewiczość sądów. Nie chodzi mi o to,że zeznają-i ja przecież zeznaję.Po prostu nie chcemy tracić życia w więzieniu.To nie może być naganne.Musisz to zrozumieć. Jednak,zrezygnowali z prawdy na żecz prostszej do pojęcia koncepcji winy.Nie są w stanie udźwignąć odpowiedzialności za to co uczynili. Łatwo było rzócać butelki z benzyną i toczyć ambicjonalne boje o przywódczą rolę,trudniej zaś,stawić czoła odpowiedzialności. Dopiero teraz doceniam twoje stanowisko w kwestii ewentualnego odbywania kary.W przeddzień procesu powiedziałeś,że jeśli dostaniesz większy wyrok-skończysz ze sobą.Uznałem to za przejaw tchurzostwa, tendencję ucieczkową.Lecz spójrz dzisiaj na tamtych łajdaków.
Jak to ocenić? Zaświadczenie od psychiatry czy z namowy kolegi! Stara gadka! Koledzy namówili,on by tego nigdy nie był w stanie zrobić. Chce mi się płakać.Jeszcze wczoraj mieli poczucie,że są prawdziwie wspaniali,a dziś...No coż. Może sądzą podobnie,to ja jestem tym złym.To przecież przezemnie! To ja dałem się złapać! Mea culpa... Niepostrzeżenie przywykłem do więziennego trybu życia.Myśl,że na wolności tak wiele się dzieje,że trzeba podejmować decyzje odnośnie każdego drobiazgu napawa mnie lękiem.Będzie mi trudno w pierwszych dniach na świerzym powietrzu.Dalej jednak mam w sobie mnustwo sił witalnych.Chyba w dalszym ciągu byłbym w stanie użądzić sobie życie,takie poprostu.Tak aby cieszyć się każdym dniem.Nie wiem jednak jak to będzie wyglądało póżniej.Czuję się z tym podle.Rozumiesz,po raz pierwszy jestem gotów tego spróbować,a tyczasem nie mogę nawet wyjść do sklepu po mleko.Życie płata niezłe figle.Marzy mi się choć jedna,jedyna żecz od tego kraju,prezent za który mógłbym być wdzięczny.Było by mi łatwiej.Pogodziłem się bowiem z myślą,że będę musiał,mimo wszystko, egzystować w tym kraju. Mam pewne plany i chciałbym je zrealizować. Chyba nawet mogę ci o nich napisać.Nie ówierzysz! Spokojna praca,zajmę się muzyką (zrobie kilka bębnów) i kulturalna pomoc wileńskim Polakom.Przeprowadzę się do Białegostoku. Życzę ci,abyś takrze ułożył sobie życie po najniższej linii oporu.I nie oglądaj TV! Na razie,inaczej nie można. Może kiedyś,tutaj albo gdzieś,w jakimś punkcie na ziemi będziemy bardzo potrzebni i na taką chwilę trzeba się przygotować. A to w naszej sytuacji znaczy przeżyć i nie oszaleć. Zacisnąć zęby,a wzrok wlepić w podłogę.Bo inaczej sami się wykończymy. Niestety to rok 1993, nie zaś 1936 w Hiszpanii.I nic się nie da zrobić.Wiemy to obaj-próbowaliśmy!!! Jeśli puszczą mnie po kolejnej rozprawie na wolność to chciałbym pojechać do Ciebie na jedną noc.Mam ci tak dużo do opowiedzenia.
P.S pozdrów tam kogoś,kto by jeszcze tego chciał.
19.01.93 Romek! Sam już nie wiem co Ci napisać.Chyba tylko,po raz kolejny-dziękóję! Jestem bardzo rozczarowany odmowną decyzją sędziego.Z wolna dociera do mnie,że walka trwa.Tylko,że tym razem to nie ja walczę.Szczerze mówiąc zastanawiałem się co stałoby się ze mną gdyby sędzia uśmiechął się i powiedziałby: O.K.synku! Idź do domu i zaczynaj życie od nowa.Powodzenia! Gdzież,rzec by można,ten zły aparat represji? Znaczyłoby,że mylimy się cholernie.Niestety,chyba jednak nie! Zrozumiałem,że chcą sie na mnie odegrać.A ja jestem absolutnie w ich mocy-z własnej woli! Z wolna,dzień po dniu,wymiękam.Topię się jak kostka lodu.Już nie starcza mi sił.6 miesięcy to jednak bardzo wiele.Zaczynam bać się siebie.Jeśli wyrok nie zostanie zawieszony i odeślą mnie do więzienia karnego-to koniec.Nie zdzierżę! Po raz pierwszy pragnę wrócić do domu i żyć życiem prywatnym.Chciałbym trochę pobyć synem swojej matki,aby wynagrodzić jej tą dotychczasową żałobę po mnie.A tu,nic z tego. Kończę już,bo nie jestem w stanie napisać niczego nowego,a zaraz chyba się rozpłaczę.

(Roman Ciechanowisz - zdjęcie wykonane w Komańczy w 2000 r.) List Może uznasz to za kompromis, ale wyzbyłem się złudzeń co do szans na stworzenie silnego Ruchu nie mówiąc już o rewolucji. Możemy powtarzać stare schematy, drukować gazetki, które będą trafiały w próżnię, starać się pozyskać ludzi, ale po co? Rewolucja jest dziełem mas, nie zaś grupy kilku desperatów. Polska 1995 to nie Hiszpania 1936. Zresztą, my przecież nigdy nie działaliśmy w interesie społeczeństwa, jak większość. Naprawdę trudno jest zaangażować się w coś, jeżeli wszyscy dookoła mają to w dupie. Ja osobiście nie ważyłbym się nigdy powiedzieć, że działałem w interesie społecznym. Walczyłem dla siebie i garstki podobnie myślących. Chyba przyzwyczaiłem się do myśli, że będę musiał żyć w tym państwie. Nie zrozum mnie źle, ja nie krytykuje aktywności politycznej, ale trochę by mi było ciężko wykrzesać dawny zapał. Przecież w tym czasie gdy(...)anarchiści nazywali cię konfidentem i prowokatorem. Po tym wszystkim co zaszło trudno mieć do nich zaufanie, pamiętasz jak staraliśmy się pozyskać zwolenników wśród „zbuntowanej młodzieży” grupy, która wydawałoby się powinna być naturalnym sojusznikiem anarchizmu i jakie były tego efekty? Zawsze przekonywałeś mnie wtedy, że wina leży po naszej stronie, że nie jesteśmy dość skuteczni, lecz dziś już nie jestem taki pewien, czy rzeczywiście to my byliśmy nie dość dobrzy. Anarchizm nie jest traktowany wystarczająco poważnie i bardzo trudno będzie zmienić ten sposób myślenia. Dlatego nie ma praktycznie żadnych szans na pozyskanie dla sprawy kogoś spoza kontestacji , a ci nigdy nie będą stanowić realnego zagrożenia dla systemu. Żeby poważnie zaangażować się w działalność musiałbym pójść na całość, tak by przedstawiciele systemu mogli odczuć na własnej skórze strach, a nie bawić się w pozorowaną działalność. Zrozum, ryzykować życiem to nie to samo co bójki ze skinheadami, czy też policją. Ja nie wytrzymałbym dłuższego czasu w więzieniu. Jeżeli przyprą mnie do muru, jeżeli nie będę widział żadnego miejsca dla siebie gotowy jestem na wszystko.(...) Na razie staram się ułożyć życie idąc na niewielkie ustępstwa i kompromisy. To dobrze, że istnieje coś takiego jak anarchizm, bo choćby nie udało się stworzyć anarchistycznego społeczeństwa, to niech przynajmniej istnieje „bicz boży” na polityków. Angażując się w zbrojną walkę trzeba jasno zdać sobie sprawę, że może być ona tylko rodzajem zemsty na politykach. Niewielka grupa choćby nie wiem jak zdeterminowana, może wstrząsnąć Systemem, ale nigdy go obalić. Urzędnicy państwowi poczuliby wreszcie, że nie są bezkarni. Pytałeś się czy możesz zamieścić moje zdjęcie. Zrobisz jak zechcesz, ale myślę, że robienie na siłę z kogoś bohatera nie jest najlepszym pomysłem. Zresztą może się to stać podstawą do kpin, że postępujemy jak kombatanci (redakcja: jeśli ktoś spędził trzy miesiące w areszcie za akcję bezpośrednią, to chyba można się pokusić o zamieszczenie jego zdjęcia w anarchistycznej prasie.) Boję się, że po przeczytaniu tego wszystkiego pomyślisz, iż wymiękłem i do niczego się już nie nadaje. Możliwe też, że zbyt czarno widzę pewne sprawy. Roman Ciechanowicz 08.09.1995 r. EPITAFIUM ROMANA CIECHANOWICZA

Zmarł na skutek przedawkowania Roman Ciechanowicz, doskonale znany i lubiany w środowisku anarchistycznym, zwłaszcza w jego odłamie rewolucyjnym, a także antypaństwowym. Dlatego jest sens po krótce przypomnieć jego osobę i działalność.
Roman (lat 33) był zaangażowany w działalność polityczną od nastolatka.Zresztą takie wówczas były czasy.Za komuny mało kto stał z boku, a juz z pewnością z boku nie stali ludzie skupiajacy się z ruchem punk i anarchizmem.Roman czynnie uczestniczył w demonstracjach antykomunistycznych, jako sympatyk ruchu społecznego NSZZ Solidarność.W 1991 w porozumieniu z gdańską bojówką anarchistyczną stworzył podobną grupę antypaństwową w Grudziądzu. Grupa ta ma za soba niemałą listę osiągnięć. Oto niektóre z nich: obrzucenie butelkami z benzyną budynku WKU,a potem podłożenie bomby prochowej w oknie dyżurki WKU.Obrzucenie butelkami z benzyną parkingu WSW w Grudziądzu, jako protest przeciwko przymusowej służbie wojskowej.o
Grupa została namierzona przez UOP i rozbita.W tym celu posłużono się ordynarną prowokacją. UOP zprganizował w sasiedztwie mieszkania Romka fikcyjny magazyn butelek z benzyna mieszczący się opustoszałym domu.Następnie agenci UOP podpalili budynek i wraz ze strażą pożarną "odnaleźli" magazyn. Dało im to podstawy do dokonania rewizji w mieszkaniu Romka i "odnalezienia" tam identycznej szmaty z jakiej były sporządzone butelki zapalające w magazynie UOPu. Jeden z policjantów na oczach Romka wyjął szmatę z kieszeni, bo po chwili znowu wyjąć ją triumfalnie tym razem z Romka szafy. Stało się tak, gdyż UOP nie był w stanie zdobyć rzeczowych dowodów na działalność antypaństwową Romka, pomimo, iż jej charakter i niektóre szczegóły były znane UOPowi z tajnych podsłuchów.W zasadzie wszyscy oskarzeni trzymali się dzielnie co zaowocowało oskarżeniem i skazaniem wyłącznie w przypadku Romana.
Roman stawiał sobie za cel w życiu przeżyć je godnie i przyjemnie.Lubił wszelkie używki choc oczywiście jedne mniej inne bardziej. Lubił także ryzyko i eksperymenty co stało sie w końcu bezpośrednią przyczyna jego niespodziewanej i zasmucającej przyjaciół śmierci.
Roman odszedł dając z siebie dużo dobrego, bądź złego, to już zalezy od punktu widzenia.Ci,którzy maja powody do radości, niech się nie łudzą.Romana już nie ma ale wielu z nas zostało.
(Epitafium pochodzi z końca lat 90-ych - przy. red.)
(Komańcza, 2000 r.)
|